Konsternacja

Plotka o szykowanej inwazji na Syrię okazała się być plotką. Przynajmniej tyle dobrego się stało.

Konsternacja – o czym o kim?

Otóż, tak jak kiedyś słyszałem komentarz, o pokoleniu arabskiej młodzieży wychowanej na legendzie al-kaidy. To teraz można skomentować, iż właśnie powstaje pokolenie wychowane na wojnie w Libanie i protestach w Syrii. Była jakaś wiosna ludów arabskich. Ale to było dawno, krótko i mało kto wieży, że prawda. Jedynie Egipt przeszedł transformację, z której nie wiadomo co wyniknie.

Chociaż na tyle wiele już wiadomo, żeby powiedzieć, iż puki USA ma jeszcze sporo twardych zielonych, Egipt nie stanie do nich plecami. Co najwyżej bokiem, nawet jeżeli tym mniej przyjaznym. Ostatnio jednak, nawet w sprawach pewnych, grunt potrafi obsunąć się spod amerykańskich nóg. Nie zdziwiłbym się, gdyby do Kairu wybrała się Chińska delegacja z książeczką czekową. W końcu Egipt leży w Afryce, jednym z licznych kierunków zainteresowania Pekinu.

Wracając do młodzieży. Media próbują ją różnie nazywać. Faktem jest, że taka istnieje i jest przyszłością. I jakoś, mało kto bierze ten jeden, niechciany fakt pod uwagę. Bo wszystko wydaje się od niego ważniejsze: i ropa, i gaz, i Izrael, i bezpieczeństwo. Natomiast przyszłość nikogo już nie interesuje, co będzie za 5 albo 10 lat. Może, już wtedy USA nie będą miały twardych dolarów. Co wtedy będą miały do zaoferowania? Ogromną armię i jeszcze większy głód kopalin. Teraz wydaje się, że jest nie najlepiej. Lecz to może być dopiero początek większej spirali. Kto wie.

Podsumowując, stwierdzam, że podoba mi się brak inwazji na Syrię. Nie podoba mi się udział zachodu we wojnie w Libii. Jeszcze bardziej nie podoba mi się zwiększająca się ilość wojen z udziałem USA. Dlatego, tracę nadzieję na pomyślne zakończenie okresu historii, rozpoczętego 11 września 2001 roku. Zarzuca się Chiną, że miewają okresy izolacjonizmu. Ameryka też takie miała, w swojej krótkiej, w porównaniu z Chinami, historii. Wejście w izolacje polityczną, może znowu nastąpić. To zależy od polityki wewnętrznej USA, od nastawienia samych amerykanów.

Oni mogą mieć dojść wojen i stratosferycznych podatków na utrzymanie przerośniętej armii. Nic nie trwa wiecznie. Nawet pamięć o 11 września.

Pierwotnie miało być krainą wolności…

Na kredyt???

Nigdy nie miałem zamiaru pisać o sobie, lecz po ostatnim wpisie dopadła mnie nostalgia. Oraz pewien urokliwy rodzaj wspomnień, o problemach którymi jeszcze nie tak dawno się przejmowałem, a które okazały się zupełnie innej natury, niż początkowo sądziłem.

Gdy pierwszy raz usłyszałem o kryzysie gospodarczych w stanach, to bardzo się przejąłem. Było to tak, iż dowiedziałem się bardzo szybko, co najmniej na pół roku zanim główne media rozdmuchały aferę. W tym miejscu trzeba przyznać, że gdyby media nie szukały wielkiej afery, to kryzys przeszedłby bez większego echa. Raczej jako osobny kryzys na kredytach ‚mieszkaniowych’ i osobna afera o machlojkach z łączeniem niespłacalnych kredytów w pakiety ze spłacalnymi. W zasadzie, gdyby nie media, to wszystko pozostawiono by swojemu losowi i skończyło by się na krótkim zachwianiu na giełdach. Niestety wszyscy się dowiedzieli, że jest jakiś wielki kryzys i pożyczono bankom ogromne sumy. Które tak jak te ‚kredyty mieszkaniowe’ również nigdy nie zostaną spłacone. Czyli zrobiono duży kryzys, na wzór małego kryzysu. Duży błąd, na wzór mniejszego błędu. Obecna sytuacja została wytworzona przez błędne decyzje.

To wiem teraz, jednak wtedy myślałem, że kryzys będzie wyglądać na wzór klasyczny. Nagłe załamanie, bezrobocie, inflacja, braki w zaopatrzeniu, zamykane wielkie firmy i korporacje. Dopiero później się dowiedziałem, że po pierwsze kryzys nie był, aż tak wielki. Po drugie, że rząd może wejść z buciorami w gospodarkę i nadrukować dolarów. W ten sposób rozciągnąć kryzys w czasie. Zamieniając krótkie trudności (przez które można przegrać wybory) we długotrwałe i namnażające się trudności.

Jednak sytuacja w stanach to nie tylko kryzys w gospodarce. Ogromne ilości pieniędzy są topione we wojnach na bliskim wschodzie. Oraz kosztownych programach zbrojeniowych. Takich jak budowa mobilnych zestawów przeciwrakietowych, budowa lotniskowców nowej generacji, budowa myśliwców nowej generacji. To są tylko projekty flagowe. Praktycznie cała armia, od stanowisk dowodzenia, przez wozy bojowe, skończywszy na amunicji artyleryjskiej przechodzi wymianę na nowocześniejszą generację. Aby utrzymać przewagę techniczną nad Chinami. To akurat jest wykonalne. Gdyż większość wyposażenia amerykańskiej armii pochodzi z czasów końca zimnej wojny, lub było już wtedy produkowane. Przy czym, nadal jest uważane, za uzbrojenie współczesne. (Czyli jak na polskie standardy nowoczesne, a na amerykańskie – uzbrojenie poprzedniej generacji)

Kwoty wydawane na prowadzenie wojen i zbrojenia są sporym utrapieniem stanów. Muszę, jednak zaznaczyć, że to utrapienie jest niczym w porównaniu z kryzysem w gospodarce. Gdyż wszystkie środki mieszkańców USA, te wydawane na życie, jak i na zachowanie hegemonii pochodzą z ich gospodarki. Jeżeli gospodarka przeżywa problemy to automatycznie problemy zaczynają przeżywać zbrojenia. Podejrzewam, że już teraz USA finansuje swoje zbrojenia nie tylko z przychodów do budżetu, ale również na kredyt. Przy czym, trzeba pamiętać, że jeżeli część wydatków budżetowych finansuje się kredytem, to wszystkie punkty budżetu są częściowo ‚na kredyt’. Gdyż, liczy się tylko różnica, między przychodami i wydatkami. Jednak to są tylko moje podejrzenia. Które nie są poparte niczym.

Zagadnienie jest bardzo ważne. Gdyż Chinom na pewno starczy pieniędzy wojsko.