Koniec września i październik?

„buddy_love: Panie Januszu sytuacja na rynkach staje się naprawdę poważna. We wrześniu Włochy muszą zrolować aż 61 mld Euro, w październiku Hiszpania 24 mld Euro, a niemiecki trybunał konstytucyjny ma we wrześniu orzec, czy jest zgodne z niemiecką konstytucją pomoc finansowa krajom w ramach Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej. Na Komitecie Inwestycyjnym w moim Domu Maklerskim uważamy, że dopiero wrzesień i październik przyniesie prawdziwe oko cyklonu finansowego na giełdach czyli kulminacja krachu powinna nastąpić w okolicach wyborów parlamentarnych w Polsce i kompletnie zdemolować obecną scenę polityczną. Czas sprzyja Nowej Prawicy – panie Januszu, czy ma plan jak wykorzystać sukces polityczny, który może być dla Nowej Prawicy większy niż Pan przypuszcza ?”

Cytat wytrąciłem ze archiwum czata z Korwinem-Mikke. http://korwin-mikke.pl/czat/zobacz/czy_istnieje_zagrozenie_ze_strony_sluzb_specjalnych/84 Nie warto czytać całego, bo jest o agentach.

W ten sposób, odnalazłem kolejną osobę, która uważa, że jeszcze w tym roku. Nawet w perspektywie paru tygodni wybuchnie kryzys. Osoba będąca rzekomo częścią komitetu inwestycyjnego, któregoś domu maklerskiego nie jest ostatnią jaskółką. Na łamach Super Ekspresu znany polski jasnowidz (komu w dzisiejszych czasach ufać jak nie jasnowidzowi : P ) wypowiedział się:

Czuję to… najgorszy czas nadejdzie w drugiej połowie października i w listopadzie – mówi Krzysztof Jackowski.

Link do artykułu: Link

Jeszcze przypomnę pierwszą jaskułkę: Link

Myślę, że nagłe załamanie się giełdy i waluty nie jest niemożliwe. Nierozwiązany problem Grecji, będący tylko prezentacją problemów europejskiej waluty ciągnie w dół. Jednak, nadal do mnie nie dociera to, że już za niedługo może się cała sprawa posypać. Chyba na tej samej zasadzie, na jakiej człowiek nie potrafi sobie wyobrazić, że może zachorować lub mieć wypadek, dopóki nie zachoruje lub nie będzie miał wypadku.

Żeby jeszcze lepiej sobie unaocznić rodzaj problemu z którym mamy do czynienia mogę polecić wypowiedź prof. Zbigniewa Lewickiego: http://youtu.be/yMnsexk0Cmg

Sprawa finansów, może się posypać jak domek z kart również za oceanem. Wciągając w to resztę świata. Wyjściem do tego, może być załamanie się waluty euro, lub europejskich giełd (naprawdę to nie wiem czy mogą załamać się osobno…). Trzeba pamiętać, że to są naczynia połączone. Dlatego reakcja na problem w europie będzie online- albo lepiej to określić: będzie się na bieżąco przenosić na resztę świata. Ja tak to właśnie widzę.

Jest to czarnowidztwo, ale w najlepszym wypadku czeka nas to samo, tylko w przyszłym roku. Góra za dwa lata. Tak wygląda kara Boża za wielokrotne zasypywanie pieniędzmi recesji – naturalnego elementu cyklu koniunkturalnego. Gdyby nie dopłacano do bankrutujących banków, nie dopłacano do Grecji, to właśnie wychodzilibyśmy ze recesji. Co prawda ciężkiej recesji, o wiele gorszej od trwającej obecnie. Ale już byłoby widać światełko w tunelu. Niestety, nie czas jeszcze wypatrywać światełka.

Jest to wiedza którą zdobyłem parę lat temu. Kiedy ten cały kryzys się zaczynał. Nie należy dotować upadających firm. Gdyż upadają dlatego, że są źle zorganizowane i zarządzane. Może też firma zatrudnia więcej pracowników niż jest to konieczne, albo za wiele im płaci. Albo, po prostu jej produkty są nieprzydatne i dlatego nikt ich nie kupuje. Wtedy firma musi zbankrutować. Żeby jej pracownicy zajęli się czymś pożytecznym, żeby maszyny i nieruchomości należące do niewydajnego przedsiębiorstwa mogło przejąć wydajniejsze przedsiębiorstwo. Zresztą, po co ja to tłumaczę. Jest tylu ludzi którzy robią to dziesięć tysięcy razy lepiej ode mnie… Co prawda, ich też nikt nie słucha. A jak słucha to specjalnie udaje, że nie słyszał. Z jakiś powodów w które nie chcę wnikać. Faktem jest jednak, że jeżeli ja potrafiłem się nauczyć tylko kilku małych zasad ekonomii, to nikt inny nie powinien mieć z tym problemu. Z tond wniosek, że obecna sytuacja nie jest wynikiem braku wiedzy, tylko brakiem chęci jej użycia. Czyli udawaniem, że wszystko jest cacy i tak przez dziesięciolecia. Tak to wygląda z mojej perspektywy, takie to wszystko infantylne.

Reklamy

Prawdziwy kryzys według…

Prawdziwego kryzysu jeszcze nie ma. Niestety, wielu ludzi których posądzam o znajomość zasad ekonomi  (Oraz o posiadanie pewnego szczególnego rodzaju życiowego doświadczenia.), mówi wprost, że jesteśmy już bardzo blisko załamania.

W ciągu ostatnich lat, nauczyłem się na temat ekonomi kryzysów, między innymi tego, iż nigdy nie wiadomo który kamyczek wywoła lawinę. Można tylko wiedzieć, czy jesteśmy bliżej, czy dalej od lawiny. Kilka lat temu usłyszałem, że kryzys będzie za kilka lat. Obecnie da się usłyszeć i przeczytać, iż niektórzy przewidują lawinę na rok przyszły. Chociaż, na przykład, Jan Fijor obstawia rok bieżący: http://www.fijor.com/2011/08/05/wielki-kryzys-nadchodzi/

Rady które podaje są oryginalne. Zastanawiam się, dla kogo konkretnie te wypunktowane pomysły są korzystne. Mam też wątpliwości co do poprawności niektórych stwierdzeń – na przykład: „gotówka w ciężkich czasach jest królem”. Potrafię sobie wyobrazić ciężkie czasy w których gotówka jest nic nie warta. I w cale nie jest to wizja w rodzaju Mad Maxa, czy innego postapo. Inne wskazówki są typowo cenne – na przykład: „Pieniądze, bogactwo i dobrobyt biorą się tylko z ciężkiej pracy”, albo „uważajcie na świętych Mikołajów”.

Najważniejszym stwierdzeniem Pana Fijora jest konieczność trzymania środków w gotówce. W dodatku pojawia się sugestia, iż najlepiej we złotówkach. To jest po prostu dziwne, gdyż inni radzą trzymać akcje, kruszce, franki, nieruchomości i tym podobne. Dochodzę do wniosku, iż autor spodziewa się spadku wartości wielu dóbr. Oczywiście spadku związanego z kryzysem. Chce, aby ludzie zgromadzili pieniądze na wykup tych dóbr. Jest to bardzo pozytywna rada, jeżeli będzie niewielu kupców, to ceny dóbr spadną do absurdalnych poziomów. Które będą, dosłownie krzywdzić sprzedających. Na tym właśnie ma polegać kryzys. Nagle, ludzie będą zmuszeni do pozbycia się nieruchomości, aut, udziałów itp. Przez to, że prawie nikt nie będzie chciał tego kupować, ceny dramatycznie spadną. Właśnie tak to sobie wyobrażam.

Wnioski ze wzrostów cen

Co Małysz ma wspólnego z Libią?

Chyba mamy jakiś niekorzystny układ gwiazd. Strzelec wszedł w Oriona, ten nie umiał się posunąć i wywrócił wagę. Przez to nasz Adaś przestał skakać. (Chociaż, jeszcze jakiś czas będziemy go oglądać w reklamach. Niech ma chłopak. Tyle złota wyskakał, że może nawet tańczyć z gwiazdami.) Nie dość, że Małysz skończył karierę. To jeszcze zadyma w Afryce podniosła cenę ropy.

Dzisiaj pytano się mnie, jaką tendencję ma ropa. Prawdę mówiąc się nie orientuję. Wiem, że rośnie, ale w każdej chwili może się zatrzymać. Przecież Libia, to nie jedyny kierunek dostaw ropy. Z resztą, nasza ropa pochodzi ze Rosji. Dlatego, moim zdaniem nie powinniśmy tak mocno odczuwać tych wydarzeń. Jednak rynki robią swoje, w końcu są otwarte.

Jeżeli ropa dalej będzie drożeć, to wszystkie towary zdrożeją.

Jak do tej pory, wzrost ceny jest jeszcze bezpiecznie niski, chociaż szybki. Przy wzrostach tego typu. Gdy psychologicznym i ekonomicznym czynnikiem dominującym jest przerwanie części dostaw. W dodatku, z niewiadomym terminem przywrócenia. Bariery psychologiczne dla cen surowca nie istnieją. Natomiast, według mnie, tępo drożenia pozostaje z grubsza stałe. Dlatego tylko kwestią czasu gdy cena baryłki na giełdzie, uderzy po kieszeni Polaka – I to nie tylko przy dystrybutorze, ale również przy zakupie wszystkich dóbr i usług.

Może, chociaż nie musi, powtórzyć się wzrost cen. Podobny do tego jaki mieliśmy po nowym roku, z okazji zwiększenia podatku VAT. (Do tej pory nie starcza mi na orzeszki.) Mógłbym powiedzieć, że należy obserwować Liban. Niestety, cena ropy i podatki. Ścigają się ze innymi kłopotami polskiego konsumenta.

Fałszywy niedomiar cukru, fałszywa dostępność mąki.

Z cukrem podobno jest tak, a wiem to z drugiej ręki, że cukier jest. Jest go w kraju nadmiar. Tylko, że oczywiście potrzebne i uzasadnione dobrem Europejskiego klienta NORMY EUROPEJSKIE normują sprzedaż cukru. Obecnie wolno go jedynie eksportować. Przypomina to czasy PRL-u gdy cukier też był na kartki. Z tym, że cukier dzięki fizycznej obecności trafi na stoły. Wystarczy tylko, że karteczki się trochę, albo bardzo nielegalnie załatwi, zrobi się eksport, import. Magazyn zostanie otwarty, cukier pójdzie w kraj. Jednak cena nawet wtedy nie spadnie. Gdyż, osoba podrabiająca papiery ponosi ryzyko, które musi sobie zrekompensować odpowiednim zyskiem.

Alkohol zdrożeje.

Nieprzyzwoicie wysoka cena cukru powinna się utrzymywać przez długie miesiące. Przez co zdrożeją, wszystkie produkty z dodatkiem cukru. Oraz produkowane z cukru – czyli alkohol. Jestem, ciekawy jak wzrost cen naszych alkoholi wpłynie na ceny trunków zagranicznych. Przede wszystkim wina. Gdyż, jak do tej pory, wina zagraniczne były w niezbyt wygórowanych cenach: 18,  20,  22,  25 zł  Oraz, oczywiście droższe.

Czy w ogóle jest Mąka?

Cena mąki również rośnie, albo tylko raz wzrosła. Tutaj znam najmniej szczegółów. Oraz kilka nieprzyjemnych faktów. Mąka, bo o niej mowa, oraz zboża, stopniowo drożeją przez cały sezon. Od sezonu żniw i kolejek w skupach, aż do następnych żniw. Dlatego, opłaca się sprzedawać zborze wiosną i wczesnym latem. Jeżeli cena rośnie, (tak jak teraz) to właściciele silosów powinni, przez chęć zysku, sprzedać zborze. Tym samym spowodować wyrównanie się ceny. Tak jest co roku. I to się zawsze sprawdzało, zapewniając stały dopływ zboża i mąki dla konsumentów. Dlaczego ten rok miałby być inny? Czy wzrost ceny oznacza, że nikt nie chce zarobić?

Słyszałem, że pewna niewielka piekarnia, musiała odesłać cały transport mąki. Normalna mąka ma siny kolor. Tamta, miała być różowawa i mieć inny zapach niż normalna mąka. Być może to był odosobniony przypadek. Niemniej, będę bardziej uważać na kupowane pieczywo. Najlepsze są małe piekarnie. One stawiają na klienta. 🙂

Ktoś w TV twierdził, że ta cena jest wysoka, przez pożary w Rosji. Nie wiem kto to był. Aha, już wiem, to był KŁAMCA. W Rosji płonęły torfowiska – gdzie zborze nie rośnie, lasy – gdzie zborze nie rośnie, silnik od suchoja – gdzie zborze nie rośnie. Dlatego jest to tylko świadome kłamstwo, obliczone na krótką pamięć słuchaczy.

Prawdziwym tropem wydają się Chiny. Społeczeństwo Chińskie staje się coraz bardziej zamożne. Coraz lepiej się ubiera, coraz lepiej jada. Ma coraz więcej pieniędzy i coraz chętniej je wydaje. Było to przyczyną wzrostu cen bawełny. Jeszcze w zeszłym roku. Chiny, dosłownie zassały bawełnę ze światowych rynków, tak jak do tej pory robili to ze stalą, aluminium itp. ( to przez nich aluminium staniało, teraz trzeba rozglądać się za koszem ). W tym roku mogły rzucić się na mąkę. Jednak, nie jestem tego w stu procentach pewien.

Czy znowu te przeklęte normy?

Unia europejska, lub jak kto woli ‚polityka’. Może mieć większy wpływ na cenę mąki, niż to obecnie jest podawane do wiadomości. Wskazują na to dwie rzeczy. Po pierwsze, nie był by to pierwszy sabotaż gospodarczy dokonany przez naszych własnych euro-komisarzy i euro-deputowanych i komisje-europejskie i ciała-nadzorcze. Warto wspomnieć tu o bezdusznych kwotach mlecznych. Ale, po co szukać daleko? Obecnie trwa SABOTAŻ gospodarczy cukru. Żeby zasabotować produkcję Irańskiego uranu, żydzi musieli zawirusować fabryki. Aby zasabotować wszystkich polskich konsumentów cukru wystarczyła jedna norma europejska. 🙂 Po drugie, rzucanie w mediach zasłon dymnych w postaci: słabych plonów, pożarów w Rosji itp. Daje wiele do myślenia. Zwykle tak wygląda przedpole większej afery. Przy czym, nie wiadomo, ile w tej aferze mąki, a ile tegorocznych wyborów.

Bolączki, problemy, wnioski.

Już teraz, w nadchodzących tygodniach, a następnie miesiącach. Nałożą się na siebie podwyżki trzech towarów pierwszej potrzeby. (Co dzieje się na tle niedawnego wzrostu podatku VAT, oraz otwarcia niemieckiego rynku pracy)

Należy zrozumieć, że podwyżki nie ograniczą się do tych trzech wymienionych rzeczy. Tylko pociągną za sobą podwyżki cen na wszystkich towarach i usługach. Gdyż usługodawcy i wytwórcy i spedytorzy towarów muszą podwyższyć ceny, aby zarobić na droższy chleb, droższy cukier i droższą benzynę. Największym pracodawcą jest państwo. Jeżeli będzie zmuszone do podwyższenia wszystkim swoim pracownikom pensji. Tylko po to, aby nie pomarli z głodu. To pieniądze na te wypłaty będą musiały pochodzić ze budżetu państwa.

W tym miejscu potrzeba, jeszcze głębszego zrozumienia. Budżet państwa, już jest w stanie agonii. Co potwierdza kosmiczny deficyt, oraz wyśrubowana stopa zwrotu polskich obligacji. Która wręcz krzyczy: Nikt nigdy mnie nie wykupi!!! Do tego, po wyborach są już pewne na 100% zaklepane podwyżki podatków, dużo większe od tych ostatnich. Co się stanie, jeżeli do tych wszystkich ‚problemów’, jeszcze przed końcem lata, budżet będzie musiał wypluć dodatkowe miliardy.

Z jakiego kapelusza zostaną wyciągnięte te pieniądze? Obligacje – których już nikt nie kupi? Sprzedadzą parki narodowe? Może od razu Półwysep Helski i Wrocław niemcom? Może zaś nagłe, nieplanowane podwyższenie VAT, tym razem o 2% , może 3%. Do tego jeszcze wcześniejsze wybory. Być może, wybory będą już w Lipcu.

Spirala śmierci

Wtedy, całkiem prawdopodobne jest zjawisko – Kryzys. Wcale nie musi od razu dojść do hiper inflacji. Wystarczy, że wszystkim przestanie wszystko się opłacać.

W latach dwudziestych ubiegłego wieku było podobnie. Ceny mąki, cukru itp. rosły. Następnie, cała wieś sprzedała jajka (kury mieli swoje). Krótko potem, uderzył kryzys. Niestety, teraz kury latają tylko po niektórych placach. Lecz można obserwować złomowanie aut-gratów sprowadzonych z zagranicy. Do tej pory nie wymyśliłem niczego lepszego.