Coś co mnie nie dotyczy 2!

Kraje północne, nie czekają, aż koktajle mołotowa zgasną. Zaczęły ingerować w Libię. W Libię na pewno – może też w inne kraje. Było to spowodowane, częściowym opanowaniem sytuacji przez Kadafiego. Oraz faktem – a fakty na ogół są głupie – iż Libia jest szóstym co do wielkości producentem ropy.

Tak więc, w Libii jeszcze długo będzie bałagan. O wiele szybciej byłoby, poczekać, aż wojska Kadafiego ustabilizują sytuację. Aby następnie wyzwolić ciemiężony lud, za pomocą lotniskowca i kilku bombowców. Zamiast tego, będą uzbrajać jakieś partyzantki, żeby walczyły z innymi partyzantkami. Co nie będzie ani tanie, a na pewno nie szybkie. Żadna nowo powstała partyzantka nie zdobędzie kraju w czasie krótszym niż rok. Prawdopodobnie będzie, to nawet trwać dłużej niż dwa lata. Za to, mój plan z lotniskowcem i bombowcami, załatwiłby sprawę w pół roku. Może szybciej. Poza tym, było by to tańsze i bardziej humanitarne. Zginęłoby kilkakrotnie mniej ludzi. Mój plan ma jeszcze jeden plus. Muzułmanie, nie mieliby żadnych szans na stworzenie drugiego Iranu. Natomiast, teraz jakieś tam małe szanse mają.

Wszystko dlatego, że ludziom z tego północnego dobrobytu, w głowach się poprzewracało. Nie wiedzą już nawet co jest humanitarne, a co okrutne. Nie chcą oglądać bombardowań. Wolą wysyłać doradców i instruktorów od walki partyzanckiej. (Podrzynania gardeł, podkładania bomb itd.) Liczyć się trzeba z powstaniem kolejnej wylęgarni. Tym razem, o rzut kamieniem od Lazurowego Wybrzeża i Wielkiego Buta. Nie mówię, że za kilkanaście lat wyrośnie drugi Afganistan. Nie, jeżeli już, to będzie to coś łagodniejszego. Afganistan jest niepowtarzalny.

Pomimo tych obiekcji i zagrożeń, cieszę się, że zaczęli w końcu działać. Za dwa lata, będzie widać, czy to tylko rozbabrywanie kijem mrowiska. Czy też jakiś konstruktywny plan.

Moje oczy kierują się też w stronę Syrii. Każdy z głową na karku, zastanawia się, co oprócz rakiet C-802, przywiózł im Irański zaopatrzeniowiec. I czy Izrael potrafi się obronić przed tymi rakietami. Podobno już raz oberwali taką rakietą. Hmmm… Ciekawe. Może nic więcej nie ma na pokładzie. Może.

 

Od SLD do UE (dosłownie)

Na wstępie, przynudny fragment wikipedii:

„Członkowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej wywodzą się głównie ze środowisk związanych z Socjaldemokracją Rzeczypospolitej Polskiej oraz Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą.”

SLD jest trzecią siłą polityczną w Polsce. Jeżeli przyjrzeć się przepychanką wesołego rodzeństwa PO i PiS. To można uznać, że ci mali bracia stanowią jedną partię, tak zwany PO-PiS. Z tej perspektywy, SLD stanowi drugą siłę. Dalej jest długo długo nic. Jadąc tak palcem po mapie mijam silne PSL. Jednak poza tym jest tylko wykolejona Samoobrona. Jeszcze jakieś szczątkowe SD, SP, UP i RKNiRP. Jeszcze w senacie, (chyba przez pomyłkę) jakiś ROP. Istnieją jeszcze partie nie reprezentowane w sejmie i senacie. O ile pamiętam jakaś UW, oraz moja ulubiona: UPR-WIP (Ta od Korwina Mikke) – o której trzeba powiedzieć, iż, jak na partię marginalną, przeszła bardzo burzliwe przekształcenia. Co uwidacznia się we zmianie nazwy. Nie wolno również zapomnieć o nowej i bardzo wypromowanej przez mas-media PJN.

PJN jest młodszym bratem PO-PiSu.

PJN jest młodszym bratem PO-PiSu. Oraz tratwą ratunkową przyjmującą na pokład rozbitków z innych partii. Ciekawe jest, iż pomimo bezpośredniego oderwania się pierwszego jej zalążka od PiSu, PJN bardziej przypomina platformę w pierwszym okresie swojego istnienia. Przy czym, trzeba pamiętać, że czasy powstawania platformy były o wiele mniej burzliwe. Wystarczy wspomnieć śmierć prezydenta, albo bijący licznik długu narodowego. Aż, pełźnie na usta porzekadło: „Nigdy nie wejdziesz dwa razy do tej samej wody”. Skoro czasy mamy jakie mamy, polityków również. Wypada się zapytać, co nowego może wnieść partia będąca kolejną odsłoną PO-Pisu?

PJN nie jest partią na ciężkie czasy

PJN nie jest partią na ciężkie czasy. Nie zyska ona znaczącego poparcia – ale to już z innego powodu. Ilu ludzi, zaryzykuje oddanie swojego głosu na polityków wyrzuconych z innej partii? Tym bardziej, jeżeli głosowali poprzednio na partię, z której wyrzucono założycieli PJNu. Zza tych uwag, wyłania się zainteresowanie, następną w kolejce do władzy, siłą. Czyli SLD. Nie bezpośredniego następcy PZPR. Organizacji niejako okupującej Polskę, a na pewno ławy sejmowe, w czasach żelaznej kurtyny, saturatorów i braków zaopatrzenia w papier toaletowy.

Grozi dominacja lewicy

Grozi dominacja lewicy. Niestety, już w tym roku, w wyborach parlamentarnych. Dla niektórych, starszych ludzi, jest to powód do radości. (Reszta ma nadzieje, że, w razie czego, granice pozostaną otwarte 😛  ) Mniej więcej, wiadomo co się będzie dziać, po przejęciu władzy przez lewicę. Nastąpi wzrost roli państwa w gospodarce. Przy jednoczesnym kurczeniu się samej gospodarki. Jeżeli zagarnianie władzy będzie postępować, to cytuję za wikipedią:

„W kwestii ustroju Sojusz Lewicy Demokratycznej opowiada się za jednoizbowym parlamentem oraz premierem wybieranym przez parlament. Prezydent z kolei ma pełnić rolę gwaranta ciągości władzy państwowej, który aktywnie uczestniczy w sprawowaniu władzy w roli arbitra sporów politycznych.”

Czekają nas głębokie zmiany ustrojowe

Czekają nas głębokie zmiany ustrojowe. Zerwanie z demokratycznym trójpodziałem władzy. Oraz dalsza integracja z Unią Europejską ( Ciekawe czy przyłączą bankrutująca Polskę do bankrutującej strefy Euro? ). Co za tym idzie, spadek znaczenia rodzimej państwowości. Na tym zdaniu należało by skończyć. Gdyż dalej już polska polityka się kończy. Zaś wpływ polaków na politykę, będzie ograniczony do wybierania władz na szczeblu nie wyższym niż wojewódzki. Reszta władzy rozpłynie się wśród unijnych organów.

Samo władztwo

Samo władztwo. To ono panuje w UE. Unia posiada prezydenta, pomimo tego, iż w żadnym kraju unii nie odbyły się unijne wybory prezydenckie. Kto go wybrał? Myślę, że to nie ważne. Czy będziemy wybierać następnego prezydenta unii? Otóż, nic na to nie wskazuje. Dlatego, prezydent unii nie pełni roli reprezentanta jej obywateli – a raczej, jak by to SLD chciało: „Prezydent z kolei ma pełnić rolę gwaranta ciągości władzy państwowej, który aktywnie uczestniczy w sprawowaniu władzy w roli arbitra sporów politycznych.”. Szkoda tylko, że do tak niewielu osób dociera, iż stoimy u końca polskiej polityki. Za parę lat nie będziemy słyszeć w o JPN, o PO, o SLD, o PSL. Zamiast tego, będą transmisje z parlamentu europejskiego.

Nie głosuj na lewicę

Nie głosuj na lewicę. To taka prośba na zakończenie artykułu. Już nie takie unie się rozpadały. Po co uczyć się na własnych błędach. Skoro Brytyjczycy już skłaniają się ku wystąpieniu z unii. Może lepiej poczekać jeszcze pięć lat i zobaczyć co się będzie działo. Czy przypadkiem, za GB, unii nie opuści jeszcze parę krajów. Czy Niemcy, w tym czasie nie opuszczą strefy Euro. Jak widać, najbliższe lata są wielkim znakiem zapytania, nie tylko dla nas. Lecz również, dla naszych większych i bogatszych sąsiadów.

Szukajmy alternatywy

Szukajmy alternatywy. Istnieją inne drogi, niż unijna władza. Istnieją inne traktaty niż traktaty unijne. Istnieją inne partie niż te największe. Istnieją małe, słabe partie, mające po kilku posłów. Lecz, w dzisiejszej sytuacji, niewiele trzeba, aby zyskały istotny wpływ na rzeczywistość polityczną. Od choćby, jak niegdyś samoobrona. Która pojawiła się, z roku na rok. Tworzyła koalicję w rządzie. Aby równie szybko, głosami ludu usunąć się w cień. Bo puki co, władza leży jeszcze w głosach ludu. Więc myślę, że powinniśmy zawsze głosować tak, jakby to miały być ostatnie takie wybory.