Czy Chiny sprzedają okręty?

Pewien cierpiący na wewnętrzny konflikt polityczny kraj – wręcz ocierający się o groźbę wojny domowej -( Jeszcze raz ktoś powie, że to polacy są skłóceni, to będzie musiał ze zdziwieniem obserwować niepowstrzymany atak rechotu.) Chce założyć stałą bazę morską na morzu śródziemnym. Dokładniej we Syrii. Swoją drogą, we Syrii już jest taka niewielka wojna domowa. Jeżeli nawet nie wojna, to na pewno konflikt domowy. Który jeszcze niedawno wymuszał na syryjskiej armii zakup uzbrojenia do zwalczania partyzantki. Teraz podobno (bo kto by tam znał prawdę) jeżdżą sobie czołgami po miastach. Więc rozerwany wewnętrznie Iran cementuje sojusz z rozerwaną wewnętrznie Syrią. Ewentualnie mógłby jeszcze scementować sojusz z Egiptem, który, jak się na razie wydaje, przejdzie na stronę Iranu. Widocznie jest jeszcze za mało rozerwany, aby można było w nim rozmieszczać Irańskie okręty. Jeżeli jednak, do wewnętrznego rozerwania w Egipcie nie dojdzie, to ma on szansę pozostać neutralnym.

W całym tym rozmieszczaniu okrętów na morzu śródziemnym jest jeden szkopuł. Iran nie posiada dużych jednostek mogących konkurować ze zachodnimi flotami. Zaś jedynym ich dostawcą wydają się Chiny. Iran chciałby posiadać kilka współczesnych okrętów podwodnych i niszczycieli rakietowych. Są to jednostki wymagające dużego zaplecza przemysłowego. Niewiele krajów pozwala sobie na ich samodzielną budowę. Skoro jednak we Syrii zostaną zainwestowane środki w budowę infrastruktury, to może znaczyć, że Iran już wie, iż Chiny sprzedadzą mu duże okręty. Lub, co najmniej jeszcze nowocześniejsze ich uzbrojenie. Gdyż wszystkiego sami nie wyprodukują, a raczej sami by zdołali wyprodukować, lecz w większości nie byłyby to systemy stanowiące poważnej konkurencji.

Skoro już zacząłem pisać o rzeczach…

Skoro już zacząłem pisać o rzeczach, które mnie bezpośrednio nie dotyczą…

Burdy w krajach południowych (jak ja je zwykłem nazywać), zbiegły się ze wejściem na Morze Śródziemne dwóch jednostek floty Irańskiej. Być może jest to zbieg okoliczności. Tego nie wiem. Mawia się, że wszelka wiedza i nauka, jest tylko przygotowaniem, na niespodziewany przypadek. Więc Iran dobrze się przygotował na nieznane. Lub też, jak kto woli, masońsko-żydowsko-reptiliański spisek się dokonał. Jako, że nie wiadomo, ile w tej hecy przypadku, a ile skrupulatnego planowania. Należy przyjąć, iż oba scenariusze są równie prawdziwe. (Może z wyjątkiem tych Reptilian.)

Kanał Sueski przeszły dwie jednostki. Kwestia formalna skorzystania z kanału jest uregulowana. To znaczy, Iran nie złamał żadnego traktatu. Koalicja USA-Izrael została wymanewrowana. Albo jak kto woli, Iran nie dał się wymanewrować koalicji. Jednak, szczegółów nie jestem w stanie ocenić, gdyż obce mi jest prawo międzynarodowe. Faktem jest, brak dyplomatycznej (lub niedyplomatycznej) reakcji, która występuje, w przypadku łamania porozumień.

Te dwie jednostki, to korweta Alvand. (Mylnie określana przez media fregatą.) Oraz duża jednostka zaopatrzeniowa. Aby nie dublować się z mediami, napiszę tylko to co mi na sercu leży. Polska potrzebuje około czterech, może pięciu, Alvandów. Fakt, może trochę nowocześniejszych. Z inną klimatyzacją, ze rodzimymi wyrzutniami rakiet Grom, może zbudowaną we technice stealth. W każdym razie, potrzebujemy korwet. Czyli, małych, uniwersalnych okrętów, przeznaczonych do operowania na niewielkich akwenach. Bo Bałtyk jest niewielkim akwenem. Natomiast, od USA, dostaliśmy fregaty – większe, oceaniczne okręty konwojujące.

Ze spraw bardziej przyziemnych: Benzyna drożeje. Z dnia na dzień, zdrożała o 10 groszy. Nie wiadomo, kiedy przestanie drożeć; a raczej wiadomo. Przestanie, gdy Liban wznowi dystrybucję. Przy okazji dowiedziałem się, że Liban jest szóstym producentem ropy na świecie. Informacja całkowicie zbędna. Ale cóż, wiedza nie boli; a podobno przydaje się na wszelki przypadek.