Prostytucja

Jak rozkręcić forum internetowe? Jak rodzą się portale społecznościowe? Jak pozycjonować stronę w google? Jak reklamować markę? Jak sprzedać w internecie wagony produktów?

Najęcie prostytutki, która napisze sto albo dwieście, pięćset lub sześćset postów na forum, ze dziesięciu kont. Albo założy tysiąc pierwszych kont na portalu społecznościowym, we długich artykułach będzie zachwalać produkt. Wymyśli przy tym wiele anegdot i żartów, opowieści z życia wziętych. Aby oszukiwać niczego nie świadomego internautę. Jest to najmowanie – stosowane na skalę przemysłową.

Więc, nie ważne ile terabajtów tekstu zawiera internet. Ogrom jest (może po części coś wartym) oszustwem.Nie jest to oszustwo wymierzone w kogokolwiek. Tylko produkt uboczny działania internetu. Z którego warto zdawać sobie sprawę. Warto sobie przypomnieć gdy następnym razem spotka się trolla. Po co się złościć, albo domagać się zawieszenia, czy zbanowania. Porządny troll, przynajmniej nie udaje kogoś kim nie jest, lub daje szanse na zauważenie w nim trolla. Natomiast, taki sprzedajny e-writer zaciera ślady, chowa się za grubą warstwą niewiedzy i lekkiego pióra. Delikatności w posługiwaniu się fałszem.

Kłamca do wynajęcia? Niezbędny pionier wielkich projektów? Pionek w rozgrywce? Trybka w maszynie? Jak ocenić tę różnorodną działalność?

Na pewno, nie można w każdej działalności widzieć wyłącznie pracy zarobkowej, metody na zapchanie żołądka. W tym przypadku również nie wolno poprzestać na stwierdzeniu „taką mam pracę”. Trzeba rozwinąć zdanie: „Mam pracę polegającą na okłamywaniu innych.” – które jest zbliżeniem się do prawdy. Czy gdy okłamujesz, to robisz to dla swojej korzyści, dla korzyści okłamywanego, czy dla korzyści osoby kupującej twoją pracę? Czy twoje kłamstwo komuś przysparza szkodę, a może wyrządza krzywdę?

Nie da się odpowiedzieć na te pytania. Gdyż zlecenia dla e-writerów są różnorodne. Jedno jest pewne – powstaje „treść” i „zapłata za nią”. Wszystko inne – w dobie pośpiechu – pozostaje daleko za plecami, poza jakąkolwiek oceną. Z tego powodu, myślę, że wiele osób dopiero gdy się zatrzyma i spojrzy do tyłu, dozna szoku. W wyniku czego, nastąpi albo wyparcie się, albo obwinienie „branży”, albo coś jeszcze innego. Gdyż, tysiące stron wyprodukowanej treści, stworzonej tak aby jak najsilniej oddziaływała, ma ogromny wpływ na ludzi i ich świat. I na pewno, nie jest to wyłącznie pozytywne oddziaływanie.

Można się znów zastanawiać, czy jest pozytywne w większości? Czy w większości pozytywne oznacza, że jest – nie negatywne? Oraz – czy ‚nie negatywne’ jest wystarczające?

Polska cenzura internetu

Podobno już istnieje cenzura internetu, lub za niedługo zaistnieje.

Nie wiem dokładnie. Niby dlaczego miałbym cokolwiek rozumieć z labiryntu prawnych krętactw. Szczegóły prawne są poza moim zasięgiem. Nigdy nie studiowałem prawa. Chociaż, nawet miałem okazję zetknąć się z kilkoma terminami, to nie pozwala mi to na zrozumienie wszystkich mechanizmów tej nowej ustawy.

Normalnie strach cokolwiek pisać, albo jakiś film skleić. Bo nie wiadomo, co może obrazić znakomitą wrażliwość autorów ustawy. W zasadzie, mogą się przyczepić do czegokolwiek. Na przykład, opublikowany obrazek, ze napisem „Drogi rządzie wyp/cenzura/aj ” już może podpadać. (Chociaż istnieją materialne powody, aby taką grafikę zamieścić. Przecież paliwa są za-dro-gie!!! I kto za to odpowiada? Liban? Masoni? PeakOil? A może ogromna akcyza?)

Nie móc napisać co się chce napisać, co się myśli na jakiś temat, to bardzo dziwne uczucie. Do tej pory, internet gwarantował możliwość wypowiadania się otwarcie. Jednak nie była to całkowicie wolna amerykanka. Przecież istnieją pozwy cywilne. Które potrafią przytemperować bluzgi i pomówienia. Jeżeli ktoś czół się obrażony, mógł zabiegać o satysfakcję przed sądem.

Więc po co jakiekolwiek poprawki? To była jedna z nielicznych dziedzin, w której nie trzeba było mieszać. Bo wszystko dobrze funkcjonowało. To po co mieszać? Po co mieszać?

To musi być SABOTAŻ !!!  Jest to sabotowanie ostatniej tak wielkiej dziedziny naszego życia, która funkcjonuje sprawnie, bez zarzutu, bez komplikacji, tragedii, bez jakiś wkurzających mankamentów. Po prostu sabotaż! To jest pewne, jak dwa dodać dwa. Ktoś nam, użytkownikom internetu, internautom, robi na złość. Robi z nas ofiary ataku sabotującego używanie internetu. Jesteśmy ofiarami, osobami poszkodowanymi. Jak powodzianie.

Nie obchodzi mnie, czy stoją za tym jakieś siły zewnętrzne, czy wewnętrzne. Ktoś umyślnie działa na naszą, na moją i twoją szkodę. Tylko po to, aby szerzyć utrudnienia i komplikacje.