Brak etyki w sprzedaży

Witam i się kłaniam.

Codziennie można doznać czegoś w stylu: Podnoszę słuchawkę i słyszę: „Tu telekomunikacja …(tutaj specjalnie niewyraźnie wypowiedziane słowo)… dzwonimy w sprawie obniżenia pańskiego abonamentu.”. Albo taka sytuacja: Przyjeżdżam na stację benzynową i stwierdzam, że pistolety z tanim i drogim paliwem są zamienione miejscami. Po krótkiej wizji lokalnej stwierdzam, że zamiany nie mógł dokonać inny klient. Albo ktoś kto ukrywa w umowie niekorzystne zasady. Albo kasjerka w sklepie, która pomyliła się przy wydawaniu. Mam nadzieję, że się pomyliła. Lecz jednak pozostaje niesmak.

Dlaczego, tak wygląda nasza paskudna rzeczywistość? Dlaczego, każdy każdego próbuje wydymać – w takiej delikatnej dziedzinie jak handel. Przecież w handlu liczy się zaufanie. Jest ono najważniejsze, to od niego zależy czy dojdzie do transakcji. (I dlaczego czuję, że muszę tłumaczyć takie rzeczy. Z drugiej strony, gdybym nie tłumaczył teraz oczywistości, to mógłbym w ogóle nie pisać. Lub poprzestać na złości i oszczerstwach. Więc co lepiej robić? Mówić prawdę – nawet jeżeli jest naiwna – ale prawdziwa. Czy też, ulżyć sobie bluzgami. Jest jeszcze trzecia możliwość. Mogę czyhać na cudze dobra, aby odbić sobie źle wydaną resztę w sklepie. Co jak mi się wydaje, wybrało już wiele osób.)

Podobno na Zachodzie jest inaczej. Ludzie sobie bardziej ufają.

Zastanawiam się nad osobami które na stałe przeniosły się zagranicę. Jestem pewny, że brak telefonów typu”chcemy panu obniżyć abonament” jest jednym z powodów.

Wniosek jest taki, że gdzieś w GB lub chociaż bliżej – w Niemczech. Żyłoby się trochę wygodniej.

 

Mądry po stracie

Przeglądałem dzisiaj blogi, przy pomocy wyszukiwarki WordPressa. Szukałem polskich blogów. Odkryłem, że jest ich niewiele, w dodatku najczęściej pisane po angielsku. Dopiero teraz widzę, ilu ludzi wyjechało i nie ma zamiaru wrócić. Mieszkam w regionie, z którego stosunkowo niewielu wyjechało. Bardziej zwracam uwagę na osoby, które odeszły w wyniku śmiertelnych wypadków, a nie wyjazdu. Wiem – to trochę makabryczne.

Nie mam, w związku z emigracją, do nikogo pretensji. Obecnie sam żałuję, że nie uciekłem z własnego piekiełka. Gdy zaczynam rozmowę o decyzji, którą kilka lat temu podjąłem. O tym, że zostaję, nie jadę na zmywak. Przeczekam skurw*$!ństwo. Mówią mi, iż trawa zawsze wydaje się bardziej zielona tam gdzie nas nie ma. Przy czym, mówią to osoby które również zostały. Natomiast, osobiście wiem z pierwszej ręki przysłowiowego ‚zmywaka’ tylko tyle, że wyjazd jest lekcją życia. Oraz tyle, że da się dorobić. Wszystko inne wydaje mi się zmanipulowane. Zakrzyczane i zniekształcone.

Myliłem się, tutaj gdzie jestem nic się na lepsze nie zmienia.

Znalazłem też kilka blogów połączonych dwiema wspólnymi cechami. Są pisane dwujęzycznie. (Zapewne w celu nauki języka angielskiego.). Drugą cechą jest: rezygnacja z kontynuowania bloga, niekiedy już po pierwszym wpisie, niekiedy po kilku. To dla mnie ważna informacja. Gdyż również chciałem w ten sposób szlifować pisownię. Ze, nie poznanych przeze mnie powodów, jest to zły pomysł. Myślę, że w tym wypadku, będę efektywniejszy ucząc się na cudzych błędach.

Szkoda, że rynek pracy na zachodzie jest już nasycony. I tu się powtórzę: Nigdy nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki. Można inną ludową mądrość wykaraskać: Co było dobre dla Maćka, nie jest dobre dla Jaśka. Mógłbym tak jeszcze dwie mądrości przytoczyć. Fakt faktem, że tak samo jak niegdyś, dziś również nie mam ochoty zapuszczać się we obce kraje. Tym bardziej, że dziś to ma mniejszy sens, niż parę lat temu.

Szkoda… Tak niewielu, i to z tak złym PR-em, zwraca uwagę na to że podatki są za wysokie.