Dlaczego wszystko drożeje?

Muszę się koniecznie nauczyć krótko odpowiadać na to proste pytanie. Gdyż jest to umiejętność niezmiernie przydatna. Prawie codziennie spotykam się z tą kwestią. W naszej ukochanej ojczyźnie, jest to niemal jak rozmowa o pogodzie. Jest to znak, iż zmiany są nie tyle potrzebne co konieczne. Bo wszystko nie może drożeć, w nieskończoność. Gdyż jest to prosty przepis na głęboki kryzys gospodarczy. Dlatego należy doprowadzić ten kraj do takiego stanu, w którym wszyscy zapomną o takich pytaniach.

Dlaczego wszystko drożeje?

1) Rosnące podatki,

2) Koncesje państwowe,

3) Regulacje unijne,

Ewentualnie:

4) Skomplikowane prawo podatkowe,

5) Długi czas zakładania działalności gospodarczej,

6) Normy europejskie,

7) Monopole państwowe ( chyba nie ma już żadnego klasycznego monopolu państwowego… ),

8) Za wysokie podatki,

9) ZUS,

10) Burdel w budżecie państwa,

11) Populizm,

Reklamy

Kilka słów i brak defetyzmu.

„Choć mógłbym, nadal siać do szuflady defetyzm i miernotę krytyki spod mojej ręki wyciągać. Choć mógłbym wrzeszczeć, krzyczeć, nogami bić o podłogę. Szukać pociechy we drapaniu swędzących blizn i świeżych zadrapań. Jakiś, wrodzony przymiot nakazuje mi odbić ślad prawdy. W sposób, jak najwierniejszy i z mojej perspektywy zupełnie szczery i bezinteresowny. Jeżeli, jednak w zapewnienia o prawdomówności zwykło się wątpić. I słusznie, do nich z wielkim dystansem podchodzić. To w moich rękach złożono zadanie takiego przedstawienia rzeczy i zdarzeń, aby każdy mógł zobaczyć składającą się z nich prawdę.” – Artur Zygfryd Bajera

Lecz na sam wprzód, najlepiej zadać pytanie, w którym nie sposób odnaleźć nadużycia: ” Co będzie dalej? „.

Mniej więcej wiadomo co będzie dalej. Gdyż nie jest to wiedza tajemna. Będą wybory parlamentarne. Po wyborach, będą kolejne podwyżki podatków. Po podwyżkach podatków, wszystkie towary znów będą drożeć.

Tego, iż będą wybory nie muszę udowadniać. Tylko kataklizm (a niektórych zwykło się określać w ten sposób) mógłby coś tu zmienić.

Tego, iż będą podwyżki podatków też nie trzeba udowadniać. Problem leży w niewiedzy co do skali nadchodzących podwyżek. Będą to, aż kilku procentowe podwyżki! Będzie to ewenement, na skalę dwóch dziesięcioleci. Oraz, niewątpliwie ewenement, na skalę wszechogarniającego populizmu kilku największych partii politycznych. W zasadzie, wszystkich partii które rządziły w ostatnich kilkunastu, a może i dwudziestu latach. W normalnych warunkach, populizm polega na uciekaniu od niepopularnych decyzji.

Należy więc szukać powodu przez którego warunki stały się nienormalne. Już była jednoprocentowa podwyżka VAT-u. Jest to objaw tej samej choroby. Mówi się: „Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.” Myślę, że to w pełni wyjaśnia obecną sytuację. Jak i przyszłe podwyżki podatków.

Napisałem: „Wszystkie towary znów będą drożeć.” Towary już drożeją, tylko powoli. Problem polega na tym, że duża podwyżka podatków spowoduje skokową podwyżkę cen towarów. Czyli wszystko zdrożeje, krótko po wyborach parlamentarnych.

Za podwyżkami podatków opowiadają się największe partie polityczne. Dla których, zachowanie obecnego status quo rozbudowanego budżetu państwa jest kwestią życia lub śmierci. Dla żadnej z tych partii, dla żadnego z tych zbiorów polityków – nie jest ważne kto podniesie podatki. Dla nich nie jest ważne, która z wiodących partii politycznych wygra wybory. Gdyż, zachowanie status quo kulejącego budżetu zapewnia ciągłość kariery politycznej. Naprawienie budżetu oznaczało by wywalenie wielu pociotek i dalszych kuzynów. Którzy budują zaplecza, czyli fundamenty czołowych partii politycznych. Tan samonapędzający się mechanizm współkoleżeństwa i współzawodnictwa potrzebuje coraz większej ilości pieniędzy. Chociaż grona serdecznych przyjaciół mogą się wciąż powiększać. To, na ich nieszczęście, ilość pieniędzy jest ograniczona.

Niestety mniejsze partie są niewidoczne. Nie mają dostępu do mediów. Wyjątkami jest Pan Palikot i PJN. Którym udało się przebić do głównych wydań wiadomości. Dlatego Polacy w ogóle wiedzą o ich istnieniu.

Jednak osobiście jestem daleki od zaakceptowania takiej alternatywy. Gdyż uważam Palikota za populistę który pragnie zaorać przyciągnąć silny elektorat zwany: „młodzi, wykształceni z dużych miast”. Wąsko określona grupa docelowa – target nie zmienia populistycznego charakteru tego ruchu. Drugą opcją jest PJN. Który, moim zdaniem jest radioaktywnym odpadem, którego nie chciano trzymać nawet we  rozchodzącym się we szwach PiS-ie. Formację tego typu trudno nazwać populistyczną. Jeżeli już, to jest to populizm drugiej generacji. Super populizm. Nad populizm. Populizm ostateczny. W takim populizmie, nie trzeba nawet ukrywać prawdziwych motywów. Nie trzeba mieć programu. Nie trzeba nic obiecywać. Nie trzeba mieć struktur terenowych. Nie trzeba mieć poparcia. Nie trzeba mieć grosza przy duszy. Nie trzeba nawet być znanym. Wystarczy zwrócić uwagę mediów i dobrze się sprzedać.

Dlatego, w nadchodzących wyborach, jak do tej pory, nie wyłania się żadna silna alternatywa. Tu nie można stawiać na mniejsze zło. Gdyż, kieszenie podatników stoją na krawędzi przepaści, z której zionie prawdziwy kataklizm i anarchia.

Ciągle czekam, aż zaistnieje jeszcze jakaś nowa, cudowna – dosłownie cudowna alternatywa. Póki co będę głosować na UPR-WiP. Nie jest to, ani cudowna, ani przebojowa, ani bardzo silna alternatywa. Niestety, na placu boju, pozostają tylko oni. Wszyscy inni wydają się łaknąć mojej krwi 😛

Znalezione na wykopie