Chińczycy mają bombowce

http://www.defenceaviation.com/2007/11/xian-h-8-chinese-stealth-bomber.html

H-8 Robi 1,4 macha, przenosi 18 ton bomb, zasięg 11 000 km (nie wiem czy z bombami), możliwość tankowania w powietrzu, łącze satelitarne, niewykrywalność, szmery bajery. Na oko laika, ten strategiczny bombowiec jest nowocześniejszy od amerykańskiego B-2. Co nie jest dziwne, gdyż B-2 ma już 20 lat na karku.

Przeczytałem różne rzeczy na temat chińskiego lotnictwa. Nie chcę powielać niepotwierdzonych plotek. Osobiście odnoszę wrażenie, że chińscy specjaliści dali się omotać wizją dominującej roli lotnictwa na współczesnym i przyszłościowym polu walki. Podobno, takie ustalanie priorytetów wcale nie ma przyszłości. Jednak obecny obraz rozwoju chińskiej armii jest zniekształcony przez, przeznaczoną na zewnątrz propagandę. Która ma ściśle zaplanowany cel. Ma przekonać świat, że Chiny są w stanie przejąć rolę hegemona.

Istnieje również zabawna konsekwencja istnienia tych bombowców. Trzeba uważać, żeby jakimś zbiegiem okoliczności nie znaleźć się w stanie wojny z Chinami. Gdyż te bombowce są w stanie do nas dolecieć. Jakby nie było, Polska jest jednym ze najbardziej na wschód wysuniętych członków NATO. Znając rosnące i coraz mniej symboliczne zatargi między USA i ChRL (np: Chiny oficjalnie ostrzegły Stany Zjednoczone, iż planowany atak na Pakistan będzie rozumiany jako akt agresji przeciw Pekinowi. źródło Tarpley.net ) Do już istniejących powodów, ponownego przemyślenia swojej roli w polityce stanów przybył kolejny. Zresztą, podważona również została opłacalność znajdowania się we samym NATO. Czy NATO jest w stanie obronić się przed Chińskimi bombowcami?

Reklamy

Czym nas straszono, a teraz się milczy

Mówiąc bez ogródek Jangcy właśnie teraz wysycha! Czym dla świata jest Jangcy:

„na obszarze dorzecza Jangcy mieszka około 40% ludności Chin i zbiera się 75% ogólnokrajowych zbiorów ryżu. Jangcy jest najważniejszym szlakiem chińskiej żeglugi śródlądowej. ” źródło Wikipedia.

Do tego należy dodać, że żegluga śródlądowa jest w Chinach ważna. (Gdyż te kraje, które nie są Polską, wykorzystują rzeki do spławiania towarów. No ale, co byśmy spławiali rzekami, skoro produkujemy tylko helikoptery dla Arabii Saudyjskiej i autobusy na rynek wewnętrzny – Podobno z linii produkcyjnej schodzą już zatłoczone.)

Plony wysychają, statki są uwięzione w portach lub stoją na mieliźnie, mówi się o katastrofie ekologicznej. Polegającej na wymarciu ryb. Ja bym jednak upatrywał kataklizmu ekologicznego w odsłonięciu wszystkich zalegających na dnie rzeki odpadków. Tak czy inaczej, ryżu nie będzie, aż do letnich deszczów. Gdyż Większość doliny Jangcy leży w klimacie zwrotnikowym-monsunowym. Widać nie aż tak wilgotnym jak by tego chcieli Chińczycy. Jednak mają nadzieję, iż nadal monsunowym.

Deszcz, w takim klimacie, pada głównie latem. Więc sprawa nie jest wcale prosta. Gdyż grunt jest już wyschniętą skorupą. Nie będzie w stanie przyjąć wody. Nie wiadomo też jaka będzie pogoda tego lata. Susza może się ciągnąć. Mogą też gwałtowne deszcze spowodować nagłe wezbranie wody. Wynika z tego, że to dopiero półmetek miejscowego kataklizmu, dla prawie pół miliarda Chińczyków.

Czym nas straszono?

Straszono nas, że Chińczycy ruszą na podbój Azji. Kuszeni ziemią, bogactwami naturalnymi i kobietami ( Oraz poniekąd obietnicą zdobycia hegemoni lub nawet panowania nad światem. ) Teraz następuje kataklizm naturalny, który może zainicjować wewnętrzne zmiany tego państwa. Stając się tym samym, jedną z przyczyn zmiany polityki podboju gospodarczego na bardziej dosłowny podbój.

W historii Chin, wielki nieurodzaj bywał przyczyną osłabienia kraju. (Jak wszędzie na świecie) Smocza gospodarka zostanie wystawiona na ciężką próbę. Wiele lat dynamicznego rozwoju, bez cienia stagnacji, do tego ujście płazem przed kryzysem w USA. Gospodarka nie może wyłącznie się rozwijać, w końcu musi przyjść czas odreagowania. Czas weryfikacji dokonanych inwestycji. Które w Chinach były liczne i ogromne. Niektórzy ekonomiści twierdzą, że przez Chiny musi się przetoczyć kryzys, albo chociaż stagnacja. Oraz, że może być to kryzys porównywalny ze rozmiarem dokonanych inwestycji. Ja myślę, że teraz przyszedł impuls, który w końcu zapoczątkuje zahamowanie tępa rozwoju Chin.

Niestety, media milczą na temat suszy dotykającej ogromny procent ludzkości. Nie mam pojęcia, dlaczego nie ma o tym napisane na pierwszych stronach gazet. Czyżby żadna agencja informacyjna nie zainteresowała się sprawą?

Czy Chiny sprzedają okręty?

Pewien cierpiący na wewnętrzny konflikt polityczny kraj – wręcz ocierający się o groźbę wojny domowej -( Jeszcze raz ktoś powie, że to polacy są skłóceni, to będzie musiał ze zdziwieniem obserwować niepowstrzymany atak rechotu.) Chce założyć stałą bazę morską na morzu śródziemnym. Dokładniej we Syrii. Swoją drogą, we Syrii już jest taka niewielka wojna domowa. Jeżeli nawet nie wojna, to na pewno konflikt domowy. Który jeszcze niedawno wymuszał na syryjskiej armii zakup uzbrojenia do zwalczania partyzantki. Teraz podobno (bo kto by tam znał prawdę) jeżdżą sobie czołgami po miastach. Więc rozerwany wewnętrznie Iran cementuje sojusz z rozerwaną wewnętrznie Syrią. Ewentualnie mógłby jeszcze scementować sojusz z Egiptem, który, jak się na razie wydaje, przejdzie na stronę Iranu. Widocznie jest jeszcze za mało rozerwany, aby można było w nim rozmieszczać Irańskie okręty. Jeżeli jednak, do wewnętrznego rozerwania w Egipcie nie dojdzie, to ma on szansę pozostać neutralnym.

W całym tym rozmieszczaniu okrętów na morzu śródziemnym jest jeden szkopuł. Iran nie posiada dużych jednostek mogących konkurować ze zachodnimi flotami. Zaś jedynym ich dostawcą wydają się Chiny. Iran chciałby posiadać kilka współczesnych okrętów podwodnych i niszczycieli rakietowych. Są to jednostki wymagające dużego zaplecza przemysłowego. Niewiele krajów pozwala sobie na ich samodzielną budowę. Skoro jednak we Syrii zostaną zainwestowane środki w budowę infrastruktury, to może znaczyć, że Iran już wie, iż Chiny sprzedadzą mu duże okręty. Lub, co najmniej jeszcze nowocześniejsze ich uzbrojenie. Gdyż wszystkiego sami nie wyprodukują, a raczej sami by zdołali wyprodukować, lecz w większości nie byłyby to systemy stanowiące poważnej konkurencji.

Na kredyt???

Nigdy nie miałem zamiaru pisać o sobie, lecz po ostatnim wpisie dopadła mnie nostalgia. Oraz pewien urokliwy rodzaj wspomnień, o problemach którymi jeszcze nie tak dawno się przejmowałem, a które okazały się zupełnie innej natury, niż początkowo sądziłem.

Gdy pierwszy raz usłyszałem o kryzysie gospodarczych w stanach, to bardzo się przejąłem. Było to tak, iż dowiedziałem się bardzo szybko, co najmniej na pół roku zanim główne media rozdmuchały aferę. W tym miejscu trzeba przyznać, że gdyby media nie szukały wielkiej afery, to kryzys przeszedłby bez większego echa. Raczej jako osobny kryzys na kredytach ‚mieszkaniowych’ i osobna afera o machlojkach z łączeniem niespłacalnych kredytów w pakiety ze spłacalnymi. W zasadzie, gdyby nie media, to wszystko pozostawiono by swojemu losowi i skończyło by się na krótkim zachwianiu na giełdach. Niestety wszyscy się dowiedzieli, że jest jakiś wielki kryzys i pożyczono bankom ogromne sumy. Które tak jak te ‚kredyty mieszkaniowe’ również nigdy nie zostaną spłacone. Czyli zrobiono duży kryzys, na wzór małego kryzysu. Duży błąd, na wzór mniejszego błędu. Obecna sytuacja została wytworzona przez błędne decyzje.

To wiem teraz, jednak wtedy myślałem, że kryzys będzie wyglądać na wzór klasyczny. Nagłe załamanie, bezrobocie, inflacja, braki w zaopatrzeniu, zamykane wielkie firmy i korporacje. Dopiero później się dowiedziałem, że po pierwsze kryzys nie był, aż tak wielki. Po drugie, że rząd może wejść z buciorami w gospodarkę i nadrukować dolarów. W ten sposób rozciągnąć kryzys w czasie. Zamieniając krótkie trudności (przez które można przegrać wybory) we długotrwałe i namnażające się trudności.

Jednak sytuacja w stanach to nie tylko kryzys w gospodarce. Ogromne ilości pieniędzy są topione we wojnach na bliskim wschodzie. Oraz kosztownych programach zbrojeniowych. Takich jak budowa mobilnych zestawów przeciwrakietowych, budowa lotniskowców nowej generacji, budowa myśliwców nowej generacji. To są tylko projekty flagowe. Praktycznie cała armia, od stanowisk dowodzenia, przez wozy bojowe, skończywszy na amunicji artyleryjskiej przechodzi wymianę na nowocześniejszą generację. Aby utrzymać przewagę techniczną nad Chinami. To akurat jest wykonalne. Gdyż większość wyposażenia amerykańskiej armii pochodzi z czasów końca zimnej wojny, lub było już wtedy produkowane. Przy czym, nadal jest uważane, za uzbrojenie współczesne. (Czyli jak na polskie standardy nowoczesne, a na amerykańskie – uzbrojenie poprzedniej generacji)

Kwoty wydawane na prowadzenie wojen i zbrojenia są sporym utrapieniem stanów. Muszę, jednak zaznaczyć, że to utrapienie jest niczym w porównaniu z kryzysem w gospodarce. Gdyż wszystkie środki mieszkańców USA, te wydawane na życie, jak i na zachowanie hegemonii pochodzą z ich gospodarki. Jeżeli gospodarka przeżywa problemy to automatycznie problemy zaczynają przeżywać zbrojenia. Podejrzewam, że już teraz USA finansuje swoje zbrojenia nie tylko z przychodów do budżetu, ale również na kredyt. Przy czym, trzeba pamiętać, że jeżeli część wydatków budżetowych finansuje się kredytem, to wszystkie punkty budżetu są częściowo ‚na kredyt’. Gdyż, liczy się tylko różnica, między przychodami i wydatkami. Jednak to są tylko moje podejrzenia. Które nie są poparte niczym.

Zagadnienie jest bardzo ważne. Gdyż Chinom na pewno starczy pieniędzy wojsko.

Cokolwiek a Chiny

Gdy wszystko jest jasne, robienie analiz politycznych albo gospodarczych nikomu nie sprawia trudności. Gdy jednak zaczyna się zawierucha, wszystkie głosy milkną i czekają. Oczekują jasności, wyjaśnienia co będzie dalej.

Wszyscy tak się do tego przyzwyczaili. Widać zapomnieli, że Chin obecne sensacje nie ruszają. Oczywiście, gwałtowne wahania cen, można wszystko przedstawić w tabelkach, zestawić porównania do innych krajów itd. Lecz to nie zmienia faktu, iż sytuacja strategiczna Chin pozostaje nie wzruszona niczym wielka góra. W posadach drży bliski wschód, Afryka, Europa, USA. Wszędzie tam, kryzysy i konflikty zajrzały w okna. Wielkie, stare, socjalistyczne gospodarki, jak narkotyku potrzebują stabilnych cen ropy. Post-industrializm okazał się odległą mrzonką fantastów. Nasze ‚cywilizowane’ i ‚postępowe’ społeczeństwa nie mogą żyć z wiatraczków. Gdyż, bez ropy – skostniałej gospodarki, wyrosłej jeszcze z korzeni rewolucji przemysłowej. Z takich wynalazków jak prąd zmienny, silnik spalinowy, gaz. Nasza ‚postępowość’ została by wystawiona na ciężką próbę. (której moim zdaniem by nie przetrwała)

Jesteśmy otoczeni wynalazkami pochodzącymi z poprzedniej epoki. Wynalazki dzisiejszych czasów, są uzależnione od: prądu elektrycznego i ropy naftowej. Kto z nas ma komputer na baterie słoneczne? Daliśmy się oszukać, że nie trzeba już niczego nowego wymyślać. Że wygodniej będzie poprzestać na wysiłkach naszych prapradziadków i praprapradziadków. Ewentualnie, zbudować więcej wiatraczków i twierdzić, jakiej to ogromnej dokonujemy rewolucji. Ludzie!!! Gdyby wiatraki były opłacalne, to nasi przodkowe nie męczyli by się z wydobywaniem węgla. Tylko stawiali wiatraki. Naszym lenistwem i głupotą, skazaliśmy się na wydobywanie surowców energetycznych w odległych krajach. Często uzależniając byt od jednego dostawcy. Lub, w przypadkach potężnych gospodarek, od wszystkich eksporterów, łącznie ze najgorszymi wrogami!

Chin te problemy nie dotyczą. Ustawiły się z prądem rzeki. Powielając nasze błędy, robią to świadomie i roztropnie. Znając wszystkie konsekwencje. Wkalkulowując wszystkie przeszkody w koszta. Nie muszą, się martwić sytuacją na bliskim wschodzie, Afryce. Z przymrużeniem oka mogą traktować plany inwazji na Liban. Co dla większości świata jest momentem zwrotnym – odnośnie kryzysu finansowego i obecności wojskowej na bliskim wschodzie, i cen ropy, i istnienia waluty Euro, i przyszłości sojuszu NATO, i falą emigrantów, i bezpieczeństwem Morza Śródziemnego. Cały ‚stary’ cywilizowany świat, zdaje się mieć nóż na gardle. Nękany ze wszystkich stron, kolejnymi kryzysami, obawami, niepewnościami i globalnym ociepleniem. Chiny nie mają tych wszystkich problemów. Mają swoje własne – może równie trudne. Lecz na pewno nie są gorsze od naszych.

Jeżeli miałbym, traktować o Chinach. Analizować względem Chin, jakikolwiek światowy problem. One, zawsze zdają się niewzruszoną górą. Której nie imają się żadne burze i zamiecie. Doświadczenie uczy, że w takich momentach szczytowej pewności przychodzi załamanie. Wydarzenie nagłe i druzgoczące spokój ducha. Czytałem u jakiegoś (nie pamiętam nazwiska) ekonomisty, że życzy Chiną najzwyklejszego kryzysu. Gdyż inaczej nawiedzi ich potworny kryzys. Porównywalny z ich dotychczasową prędkością rozwoju. Więc, nie tylko ja to czuję. Albo z góry spadnie lawina, albo góra okaże się wulkanem. ( Mam dziwne wrażenie, że kogoś cytuję… ) Co do, reszty świata. Zmiany są konieczne. Wygra ten, kto pierwszy się przystosuje.