Wojsko idzie na wojnę z chamskimi wpisami w internecie

Sierżant Jacek Żebryk ściga internautów, którzy na forach internetowych nazywają polskich żołnierzy na misjach wojskowych „bandytami”. Prokuratura i policja już zaczęły szukać autorów tych wpisów. A MON zapowiada, że będzie zawiadamiał śledczych o wszystkich wpisach w internecie.

http://wiadomosci.gazeta.pl

To już przechodzi ludzkie pojęcie. Ścigać to powinni za tak chamską propagandę jak nazywanie okupacji misją stabilizacyjną. Dalej czytamy, że prokuratora nie może ścigać internautów. Jest to przykład majstersztyku manipulacji. Gdyż faktycznie internautów nie może ścigać prokuratura. Z tym, że nie dodano, iż może to robić policja. Która posiada odpowiednie środki i jednostki ścigania. Jakoś nie potrafię uwierzyć, iż tan artykuł przez przypadek wprowadza w błąd. (Co tak czy inaczej świadczy on o autorze.) Gdyż jest to z pewnością element większej układanki, która ma na celu spowodować żeby ludziki ucieszyły się z inwigilacji.

Mimo to, współczuję Panu Żebrykowi, że nie potrafi się pogodzić z opiniami innych osób. Oraz, niewiedzy co do tego, że stał się narzędziem w rękach propagandy. Tak w ogóle, to wypowiedzi typu „każdy okupant powinien tak skończyć” (o zabitym polskim żołnierzu) nie dotyczą go personalnie. Tylko mają uświadomić jaką rolę odgrywa wojsko polskie na bliskim wschodzie. Oczywiście, prawnie nie da się tego ani rozgraniczyć, ani udowodnić. Ale zawsze można to po prostu zrozumieć.

Odnotowując na marginesie: Wszystko wskazuje na to, że najdalej w przyszłym roku internet będzie już pod kontrolą rządu. Aby nie było niedomówień: polski internet i kontrolą polskiego rządu. Gdyby osoby piszące propagandę miały sumienie, to miało by sens wytargać z archiwów ich artykuły o cenzurze Chińskiego internetu. Aby rzucić im tamtą treść w twarz. Niestety, nie ma to sensu. Zaś stosowane metody małych kroków i przeróżnych manipulacji jest przerażająco skuteczne.

Pierwotnie miało być krainą wolności…

Polska cenzura internetu

Podobno już istnieje cenzura internetu, lub za niedługo zaistnieje.

Nie wiem dokładnie. Niby dlaczego miałbym cokolwiek rozumieć z labiryntu prawnych krętactw. Szczegóły prawne są poza moim zasięgiem. Nigdy nie studiowałem prawa. Chociaż, nawet miałem okazję zetknąć się z kilkoma terminami, to nie pozwala mi to na zrozumienie wszystkich mechanizmów tej nowej ustawy.

Normalnie strach cokolwiek pisać, albo jakiś film skleić. Bo nie wiadomo, co może obrazić znakomitą wrażliwość autorów ustawy. W zasadzie, mogą się przyczepić do czegokolwiek. Na przykład, opublikowany obrazek, ze napisem „Drogi rządzie wyp/cenzura/aj ” już może podpadać. (Chociaż istnieją materialne powody, aby taką grafikę zamieścić. Przecież paliwa są za-dro-gie!!! I kto za to odpowiada? Liban? Masoni? PeakOil? A może ogromna akcyza?)

Nie móc napisać co się chce napisać, co się myśli na jakiś temat, to bardzo dziwne uczucie. Do tej pory, internet gwarantował możliwość wypowiadania się otwarcie. Jednak nie była to całkowicie wolna amerykanka. Przecież istnieją pozwy cywilne. Które potrafią przytemperować bluzgi i pomówienia. Jeżeli ktoś czół się obrażony, mógł zabiegać o satysfakcję przed sądem.

Więc po co jakiekolwiek poprawki? To była jedna z nielicznych dziedzin, w której nie trzeba było mieszać. Bo wszystko dobrze funkcjonowało. To po co mieszać? Po co mieszać?

To musi być SABOTAŻ !!!  Jest to sabotowanie ostatniej tak wielkiej dziedziny naszego życia, która funkcjonuje sprawnie, bez zarzutu, bez komplikacji, tragedii, bez jakiś wkurzających mankamentów. Po prostu sabotaż! To jest pewne, jak dwa dodać dwa. Ktoś nam, użytkownikom internetu, internautom, robi na złość. Robi z nas ofiary ataku sabotującego używanie internetu. Jesteśmy ofiarami, osobami poszkodowanymi. Jak powodzianie.

Nie obchodzi mnie, czy stoją za tym jakieś siły zewnętrzne, czy wewnętrzne. Ktoś umyślnie działa na naszą, na moją i twoją szkodę. Tylko po to, aby szerzyć utrudnienia i komplikacje.