Czy to jakaś alternatywa?

Zastanawiam się ciągle nad alternatywą… Niestety polityczną, a o czystej polityce nie mam szczególnie ochoty pisać. Więc krótko: Prawica Rzeczpospolitej. Za wikipedią:

Prawica Rzeczypospolitej (Prawica, Prawica Marka Jurka, PR) – polska chrześcijańsko-konserwatywna partia polityczna, powstała w 2007. Posiadała koło poselskie w SejmieV kadencji (od 27 kwietnia do 4 listopada 2007)

Ideologia:

narodowy katolicyzm,
Europa Ojczyzn,
konserwatyzm,
patriotyzm

Poza tym wolny rynek i ordoliberalizm

Liczba posłów: ZERO, liczba senatorów: ZERO, liczba eurodeputowanych: ZERO.

Jeszcze ciekawostka:

Przed wyborami parlamentarnymi w 2011 partia zdecydowała o starcie pod własnym szyldem. W kwietniu zawarła porozumienie z Ruchem Przełomu Narodowego (partią kierowaną przez Jerzego Roberta Nowaka)[11].

Jest to bardzo ciekawa partia. Gdyby kościół mniej zajmował się polityką, a więcej własną pracą, to miała by szansę zaistnieć we wyborach. Zresztą, tu już nawet nie chodzi o kościół. Wiecznie można wsłuchiwać się, w kto to niby jest prawdziwym katolikiem, a kto nie. Albo prawdziwym polakiem, a kto nie. O prawdziwych patriotach i prawdziwych programach gospodarczych również. Przez to takie partie jak PR są zakrzyczane i pozostają w cieniu tych niby prawdziwych i niby nie prawdziwych. Dlatego, większość ludzi nie wie, że w ogóle istnieją jakieś inne (normalne) pomysły na rządzenie. Nie tylko zabawa, w kto tym razem kogo, będzie śledzić komisją śledczą. Tak jakby, głosowanie na kogoś było dawaniem mu przyzwolenia na zakładanie własnej agencyjki wywiadowczej. Albo przydzielaniem czasu antenowego.

Wracając do tej alternatywnej partii, to lepszym pomysłem jest Nowa Prawica. Ale chyba tylko dlatego, że jest to nowy twór, oparty na młodych ludziach. Który zasługuje ażeby dać mu tą pierwszą szansę.

Przeglądałem dzisiaj statystyki i wyciągam wniosek, że wybory będą… Z jednaj strony starciem podstarzałych, rozdygotanych gigantów PO i PIS. Z drugiej strony, starciem trzech małych i zaciekłych partyjek: RP, RPP i SLD. Z tej trójki SLD ma największe poparcie, RPP mniejsze, a RP najmniejsze. Natomiast przyrastanie poparcia (przynajmniej na ten dzień) wygląda odwrotnie. RP zdobywa poparcie (Pomimo braku pieniędzy na promocję. Więc chyba tylko dlatego, że właśnie powstała), RPP zdobywa poparcie (Dzięki kupie kasy wyrzuconej na bilbordy, reklamę w sieci itp), SLD która sądząc po ostatnich wyborach traci poparcie. ( Co dziwne, w telewizji w żywe oczy kłamią, że SLD zyskuje poparcie. Jakoś tak, jeszcze potrafię dodawać i odejmować, więc wiem, że głosowało na nich mniej ludzi. ) Na krótką metę – rok, dwa lata – ważna jest walka PO z PiS-em. Przy czym, niektórzy twierdzą, iż tak naprawdę będzie to rzucanie gorącym ziemniakiem. ( ? ) Czyli odsuwanie od siebie porażek i afer, które podobno mają mieć związek z EURO 2012 i ustawą emerytalną (czy też zniknięciem pieniędzy na emerytury – albo coś w ten deseń). Sam to nazywam katastrofizmem.

Jak wiadomo katastrofizm rzadko się sprawdza. Chyba, że sprawdzi się akurat tym razem. Choćby dlatego, że już dłuższy czas nie było żadnej katastrofy. Nawet rzeki jakby mniej ochoczo wylewają, a wycieki toksycznych odpadów i wybuchy stosów atomowych też oglądamy tylko u dalekich sąsiadów. Głównym założeniem katastrofizmu jest, iż nie ma siły, ażeby taki błogi stan trwał wiecznie. Zaś pierwsze jaskółki nadejścia sromoty już mają być widoczne. Bezrobocie ponad 12%, a tak niedawno mieliśmy apogeum emigracji. Która tak pięknie zbiła ten wskaźnik do jedności. Teraz rośnie on, zupełnie jakby zamknięto granicę, a przecież jest otwarta. Wracając do starcia gigantów. Jest ono ważne w tym roku i kolejnym.

Jeżeli jednak czyta to ktoś, o wyobraźni sięgającej poza rok 2012. – Rok jakby uświęcony przez EURO 2012 , wydaje się głupkom ważniejszy od wszystkich kolejnych lat. To pewnie zdaje sobie sprawę, iż to dzisiejsze parcie politycznych karzełków, będzie miało ogromny wpływ we kolejnych latach. Przynajmniej jeden z karłów urośnie do roli olbrzyma. Czyli będzie rządzić.

Jeżeli się mylę, to oznacza, że nadal pozostanie w Polsce system dwupartyjny. Lecz, na pewno nie na zawsze. Gdyż, jakoś nie widzę prezesa PiS-u przekazującego partię następcy. Jesteśmy więc tylko w środku, albo na końcu epizodu dwupartyjnego.

Reklamy

Kilka słów i brak defetyzmu.

„Choć mógłbym, nadal siać do szuflady defetyzm i miernotę krytyki spod mojej ręki wyciągać. Choć mógłbym wrzeszczeć, krzyczeć, nogami bić o podłogę. Szukać pociechy we drapaniu swędzących blizn i świeżych zadrapań. Jakiś, wrodzony przymiot nakazuje mi odbić ślad prawdy. W sposób, jak najwierniejszy i z mojej perspektywy zupełnie szczery i bezinteresowny. Jeżeli, jednak w zapewnienia o prawdomówności zwykło się wątpić. I słusznie, do nich z wielkim dystansem podchodzić. To w moich rękach złożono zadanie takiego przedstawienia rzeczy i zdarzeń, aby każdy mógł zobaczyć składającą się z nich prawdę.” – Artur Zygfryd Bajera

Lecz na sam wprzód, najlepiej zadać pytanie, w którym nie sposób odnaleźć nadużycia: ” Co będzie dalej? „.

Mniej więcej wiadomo co będzie dalej. Gdyż nie jest to wiedza tajemna. Będą wybory parlamentarne. Po wyborach, będą kolejne podwyżki podatków. Po podwyżkach podatków, wszystkie towary znów będą drożeć.

Tego, iż będą wybory nie muszę udowadniać. Tylko kataklizm (a niektórych zwykło się określać w ten sposób) mógłby coś tu zmienić.

Tego, iż będą podwyżki podatków też nie trzeba udowadniać. Problem leży w niewiedzy co do skali nadchodzących podwyżek. Będą to, aż kilku procentowe podwyżki! Będzie to ewenement, na skalę dwóch dziesięcioleci. Oraz, niewątpliwie ewenement, na skalę wszechogarniającego populizmu kilku największych partii politycznych. W zasadzie, wszystkich partii które rządziły w ostatnich kilkunastu, a może i dwudziestu latach. W normalnych warunkach, populizm polega na uciekaniu od niepopularnych decyzji.

Należy więc szukać powodu przez którego warunki stały się nienormalne. Już była jednoprocentowa podwyżka VAT-u. Jest to objaw tej samej choroby. Mówi się: „Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.” Myślę, że to w pełni wyjaśnia obecną sytuację. Jak i przyszłe podwyżki podatków.

Napisałem: „Wszystkie towary znów będą drożeć.” Towary już drożeją, tylko powoli. Problem polega na tym, że duża podwyżka podatków spowoduje skokową podwyżkę cen towarów. Czyli wszystko zdrożeje, krótko po wyborach parlamentarnych.

Za podwyżkami podatków opowiadają się największe partie polityczne. Dla których, zachowanie obecnego status quo rozbudowanego budżetu państwa jest kwestią życia lub śmierci. Dla żadnej z tych partii, dla żadnego z tych zbiorów polityków – nie jest ważne kto podniesie podatki. Dla nich nie jest ważne, która z wiodących partii politycznych wygra wybory. Gdyż, zachowanie status quo kulejącego budżetu zapewnia ciągłość kariery politycznej. Naprawienie budżetu oznaczało by wywalenie wielu pociotek i dalszych kuzynów. Którzy budują zaplecza, czyli fundamenty czołowych partii politycznych. Tan samonapędzający się mechanizm współkoleżeństwa i współzawodnictwa potrzebuje coraz większej ilości pieniędzy. Chociaż grona serdecznych przyjaciół mogą się wciąż powiększać. To, na ich nieszczęście, ilość pieniędzy jest ograniczona.

Niestety mniejsze partie są niewidoczne. Nie mają dostępu do mediów. Wyjątkami jest Pan Palikot i PJN. Którym udało się przebić do głównych wydań wiadomości. Dlatego Polacy w ogóle wiedzą o ich istnieniu.

Jednak osobiście jestem daleki od zaakceptowania takiej alternatywy. Gdyż uważam Palikota za populistę który pragnie zaorać przyciągnąć silny elektorat zwany: „młodzi, wykształceni z dużych miast”. Wąsko określona grupa docelowa – target nie zmienia populistycznego charakteru tego ruchu. Drugą opcją jest PJN. Który, moim zdaniem jest radioaktywnym odpadem, którego nie chciano trzymać nawet we  rozchodzącym się we szwach PiS-ie. Formację tego typu trudno nazwać populistyczną. Jeżeli już, to jest to populizm drugiej generacji. Super populizm. Nad populizm. Populizm ostateczny. W takim populizmie, nie trzeba nawet ukrywać prawdziwych motywów. Nie trzeba mieć programu. Nie trzeba nic obiecywać. Nie trzeba mieć struktur terenowych. Nie trzeba mieć poparcia. Nie trzeba mieć grosza przy duszy. Nie trzeba nawet być znanym. Wystarczy zwrócić uwagę mediów i dobrze się sprzedać.

Dlatego, w nadchodzących wyborach, jak do tej pory, nie wyłania się żadna silna alternatywa. Tu nie można stawiać na mniejsze zło. Gdyż, kieszenie podatników stoją na krawędzi przepaści, z której zionie prawdziwy kataklizm i anarchia.

Ciągle czekam, aż zaistnieje jeszcze jakaś nowa, cudowna – dosłownie cudowna alternatywa. Póki co będę głosować na UPR-WiP. Nie jest to, ani cudowna, ani przebojowa, ani bardzo silna alternatywa. Niestety, na placu boju, pozostają tylko oni. Wszyscy inni wydają się łaknąć mojej krwi 😛

Od SLD do UE (dosłownie)

Na wstępie, przynudny fragment wikipedii:

„Członkowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej wywodzą się głównie ze środowisk związanych z Socjaldemokracją Rzeczypospolitej Polskiej oraz Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą.”

SLD jest trzecią siłą polityczną w Polsce. Jeżeli przyjrzeć się przepychanką wesołego rodzeństwa PO i PiS. To można uznać, że ci mali bracia stanowią jedną partię, tak zwany PO-PiS. Z tej perspektywy, SLD stanowi drugą siłę. Dalej jest długo długo nic. Jadąc tak palcem po mapie mijam silne PSL. Jednak poza tym jest tylko wykolejona Samoobrona. Jeszcze jakieś szczątkowe SD, SP, UP i RKNiRP. Jeszcze w senacie, (chyba przez pomyłkę) jakiś ROP. Istnieją jeszcze partie nie reprezentowane w sejmie i senacie. O ile pamiętam jakaś UW, oraz moja ulubiona: UPR-WIP (Ta od Korwina Mikke) – o której trzeba powiedzieć, iż, jak na partię marginalną, przeszła bardzo burzliwe przekształcenia. Co uwidacznia się we zmianie nazwy. Nie wolno również zapomnieć o nowej i bardzo wypromowanej przez mas-media PJN.

PJN jest młodszym bratem PO-PiSu.

PJN jest młodszym bratem PO-PiSu. Oraz tratwą ratunkową przyjmującą na pokład rozbitków z innych partii. Ciekawe jest, iż pomimo bezpośredniego oderwania się pierwszego jej zalążka od PiSu, PJN bardziej przypomina platformę w pierwszym okresie swojego istnienia. Przy czym, trzeba pamiętać, że czasy powstawania platformy były o wiele mniej burzliwe. Wystarczy wspomnieć śmierć prezydenta, albo bijący licznik długu narodowego. Aż, pełźnie na usta porzekadło: „Nigdy nie wejdziesz dwa razy do tej samej wody”. Skoro czasy mamy jakie mamy, polityków również. Wypada się zapytać, co nowego może wnieść partia będąca kolejną odsłoną PO-Pisu?

PJN nie jest partią na ciężkie czasy

PJN nie jest partią na ciężkie czasy. Nie zyska ona znaczącego poparcia – ale to już z innego powodu. Ilu ludzi, zaryzykuje oddanie swojego głosu na polityków wyrzuconych z innej partii? Tym bardziej, jeżeli głosowali poprzednio na partię, z której wyrzucono założycieli PJNu. Zza tych uwag, wyłania się zainteresowanie, następną w kolejce do władzy, siłą. Czyli SLD. Nie bezpośredniego następcy PZPR. Organizacji niejako okupującej Polskę, a na pewno ławy sejmowe, w czasach żelaznej kurtyny, saturatorów i braków zaopatrzenia w papier toaletowy.

Grozi dominacja lewicy

Grozi dominacja lewicy. Niestety, już w tym roku, w wyborach parlamentarnych. Dla niektórych, starszych ludzi, jest to powód do radości. (Reszta ma nadzieje, że, w razie czego, granice pozostaną otwarte 😛  ) Mniej więcej, wiadomo co się będzie dziać, po przejęciu władzy przez lewicę. Nastąpi wzrost roli państwa w gospodarce. Przy jednoczesnym kurczeniu się samej gospodarki. Jeżeli zagarnianie władzy będzie postępować, to cytuję za wikipedią:

„W kwestii ustroju Sojusz Lewicy Demokratycznej opowiada się za jednoizbowym parlamentem oraz premierem wybieranym przez parlament. Prezydent z kolei ma pełnić rolę gwaranta ciągości władzy państwowej, który aktywnie uczestniczy w sprawowaniu władzy w roli arbitra sporów politycznych.”

Czekają nas głębokie zmiany ustrojowe

Czekają nas głębokie zmiany ustrojowe. Zerwanie z demokratycznym trójpodziałem władzy. Oraz dalsza integracja z Unią Europejską ( Ciekawe czy przyłączą bankrutująca Polskę do bankrutującej strefy Euro? ). Co za tym idzie, spadek znaczenia rodzimej państwowości. Na tym zdaniu należało by skończyć. Gdyż dalej już polska polityka się kończy. Zaś wpływ polaków na politykę, będzie ograniczony do wybierania władz na szczeblu nie wyższym niż wojewódzki. Reszta władzy rozpłynie się wśród unijnych organów.

Samo władztwo

Samo władztwo. To ono panuje w UE. Unia posiada prezydenta, pomimo tego, iż w żadnym kraju unii nie odbyły się unijne wybory prezydenckie. Kto go wybrał? Myślę, że to nie ważne. Czy będziemy wybierać następnego prezydenta unii? Otóż, nic na to nie wskazuje. Dlatego, prezydent unii nie pełni roli reprezentanta jej obywateli – a raczej, jak by to SLD chciało: „Prezydent z kolei ma pełnić rolę gwaranta ciągości władzy państwowej, który aktywnie uczestniczy w sprawowaniu władzy w roli arbitra sporów politycznych.”. Szkoda tylko, że do tak niewielu osób dociera, iż stoimy u końca polskiej polityki. Za parę lat nie będziemy słyszeć w o JPN, o PO, o SLD, o PSL. Zamiast tego, będą transmisje z parlamentu europejskiego.

Nie głosuj na lewicę

Nie głosuj na lewicę. To taka prośba na zakończenie artykułu. Już nie takie unie się rozpadały. Po co uczyć się na własnych błędach. Skoro Brytyjczycy już skłaniają się ku wystąpieniu z unii. Może lepiej poczekać jeszcze pięć lat i zobaczyć co się będzie działo. Czy przypadkiem, za GB, unii nie opuści jeszcze parę krajów. Czy Niemcy, w tym czasie nie opuszczą strefy Euro. Jak widać, najbliższe lata są wielkim znakiem zapytania, nie tylko dla nas. Lecz również, dla naszych większych i bogatszych sąsiadów.

Szukajmy alternatywy

Szukajmy alternatywy. Istnieją inne drogi, niż unijna władza. Istnieją inne traktaty niż traktaty unijne. Istnieją inne partie niż te największe. Istnieją małe, słabe partie, mające po kilku posłów. Lecz, w dzisiejszej sytuacji, niewiele trzeba, aby zyskały istotny wpływ na rzeczywistość polityczną. Od choćby, jak niegdyś samoobrona. Która pojawiła się, z roku na rok. Tworzyła koalicję w rządzie. Aby równie szybko, głosami ludu usunąć się w cień. Bo puki co, władza leży jeszcze w głosach ludu. Więc myślę, że powinniśmy zawsze głosować tak, jakby to miały być ostatnie takie wybory.