Konstytucja 1935…

III. Rząd  

Art. 25

(1) Rząd kieruje sprawami Państwa, niezastrzeżonymi innym organom władzy.

(2) Rząd składa się z Prezesa Rady Ministrów i Ministrów.

(3) Prezes Rady Ministrów reprezentuje Rząd, kieruje jego pracami oraz ustala ogólne zasady polityki państwowej.

(4) Ministrowie kierują poszczególnymi działami administracji państwowej albo spełniają poruczone im zadania szczególne.

(5) Organizację Rządu, a w szczególności zakres działania Prezesa Rady Ministrów, Rady Ministrów i Ministrów – określi dekret Prezydenta Rzeczypospolitej.

Art. 26

Ministrowie dla rozstrzygania spraw wymagających uchwały wszystkich członków Rządu tworzą Radę Ministrów pod przewodnictwem Prezesa Rady Ministrów.

Art. 27

(1) Prezes Rady Ministrów, Rada Ministrów i Ministrowie mają prawo wydawać rozporządzenia celem wykonania aktów ustawodawczych i z powołaniem się na nie.

(2) Rozporządzenia te nie mogą stać w sprzeczności z aktami ustawodawczymi i będą ogłaszane w Dzienniku Ustaw.

Art. 28

Prezes Rady Ministrów i Ministrowie są odpowiedzialni politycznie przed Prezydentem Rzeczypospolitej i mogą być przez Niego w każdym czasie odwołani.

Art. 29

(1) Sejm, w wykonaniu prawa kontroli parlamentarnej nad działalnością Rządu, może zażądać ustąpienia Rządu lub Ministra.

(2) Wniosek taki może być zgłoszony tylko podczas sesji zwyczajnej, a głosowanie nad nim nie może się odbyć na posiedzeniu, podczas którego został zgłoszony.

(3) Jeżeli za wnioskiem wypowie się Sejm zwykłą większością głosów, a Prezydent Rzeczypospolitej w ciągu trzech dni nie odwoła Rządu lub Ministra, ani też Izb Ustawodawczych nie rozwiąże – wniosek będzie rozpatrzony przez Senat na najbliższym posiedzeniu.

(4) Jeżeli Senat wypowie się za wnioskiem, uchwalonym przez Sejm, Prezydent Rzeczypospolitej odwoła Rząd lub Ministra, chyba że rozwiąże Sejm i Senat.

Art. 30

(1) Niezależnie od odpowiedzialności politycznej przed Prezydentem Rzeczypospolitej i parlamentarnej przed Sejmem, Prezes Rady Ministrów i Ministrowie ponoszą odpowiedzialność konstytucyjną przed Trybunałem Stanu za umyślne naruszenie Konstytucji lub innego aktu ustawodawczego, dokonane w związku z urzędowaniem.

(2) Prawo pociągania Prezesa Rady Ministrów lub Ministra do odpowiedzialności konstytucyjnej służy Prezydentowi Rzeczypospolitej, a także Sejmowi i Senatowi w Izbach Połączonych.

(3) Uchwała Izb Połączonych, oddająca Prezesa Rady Ministrów lub Ministra pod sąd Trybunału Stanu, zapada większością 3/5 głosów przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby członków Izb Połączonych.

Zawsze miałem problem ze zrozumieniem sensu istnienia rady ministrów. Według mnie, ministrowie powinni być specjalistami w konkretnych dziedzinach. Z tym, że nie powinny być to wcale hermetyczne specjalizacje. Na przykład, ministrem edukacji nie musi być nauczyciel. Lecz obecnie najłatwiej jest władzy umieścić specjalistę właśnie na tym stanowisku. Co jest nieco dziwne i trochę śmieszne. Ministrem zdrowia nie musi być lekarz. W polsce brakuje ludzi o odpowiednim wykształceniu administracyjnym do przechodzenia kariery prowadzącej do stanowiska ministra. Uczelnią wydającą na świat takich ludzi miał być bodajże uniwersytet warszawski. Niestety wyszło jak zawsze.

Więc, ministrowie powinni być najwyższymi instancjami we właściwych swoim ministerstwom sprawach. Ministrowie powinni być rozliczani ze błędów przez trybunałem stanu. Jednocześnie trybunał stanu nie powinien rządzić ministrami. Dlatego niezbędny jest pośrednik w postaci na przykład prezydenta i sejmu.

Tylko do czego niezbędna jest rada ministrów? Co takiego miałby rozstrzygać? Przecież ministrowie nie są wybierani przez obywateli w głosowaniu. Więc dlaczego dublują pracę sejmu? Może nie tyle dublują co małpują. Bo to jest jakiś absurd. Ministrowie są urzędnikami, jakim prawem ich zgromadzenie jest decydujące we jakiejś państwowej sprawie? Rola rady ministrów przypomina radę związku zawodowego. Najwyższa władza zatrudnia urzędników, a ci mówią: wy nam  zrobiliście ustawy a my teraz zagłosujemy co z nimi zrobić. Jak to tak? Ja rozumiem że trójpodział władzy, ale trybunał stanu i sąd najwyższy nie mają głosowania ze wynikami na telebimie i wstrzymaniem się od głosu. Przy czym trzeba pamiętać że, we władzy sądowniczej wszyscy sędziowie są sędziami, (choć wśród nich istnieją specjalizacje). Więc istnieje powód by upoważnić ich do ustalania werdyktu przez głosowanie. Natomiast ministerstwa różnią się znacznie. Co wyklucza sens głosowania ministrów.

Ministerstwo jakiekolwiek powinno istnieć tylko wtedy, gdy przedmiotu którym się zajmuje, nie da się połączyć z jakimkolwiek innym ministerstwem. Jednocześnie, ministerstwa są połączone we jeden organ. Który wpływa na ich pracę. Do tego, nakłada na barki ministrów dodatkowe obowiązki publiczne i polityczne. Być może, to przez te niewłaściwe ich urzędom obowiązki, efektywność ich pracy zmniejsza się. Co wymusza istnienie zbyt wielu depczących sobie nawzajem po nogach ministerstw i innych urzędów. Z tym, że ta teoria poparta jest tylko moimi obserwacjami.

Najdziwniejszą rzeczą we tym wszystkim, jest możliwość zwolnienia ministra razem ze tak zwanym zwolnieniem rządu. Nie wiem w tej chwili, jak sprawa wygląda we współczesnej konstytucji. Jednak według cytowanego fragmentu – urzędnik może zostać zwolniony z powodów które go nie dotyczą. Przyczyna zwolnienia może nie dotyczyć w ogóle jego poczynań, ani jego ministerstwa, ani nawet politycznie może go nie dotyczyć w ogóle. Jednak zostanie wywalony razem z resztą rządu. Przez dosłownie: „Ustąpienie na wniosek…”.

Mam wrażenie, że w istnieniu problemu istnienia rady ministrów dominuje szantaż następującego typu: „Pan nie wie co po co jest rada ministrów? – To znaczy, że pan nie rozumie pracy rządu!” Albo „Pan nie wie jak działa rząd!”. Faktycznie trudno jest śledzić wszystkie działania i niuanse. Jednak bardziej skomplikowane jest działanie różnych rządzących instytucji unijnych. Uczy ono, iż głosujący np. w parlamencie europejskim nie mogą znać się na wszystkim nad czym głosują. Zaś wiele ważnych decyzji zapada prawdopodobnie poza salą do głosowania. Biorąc po uwagę szeroką tematykę głosowań, warto zadać pytanie, czy należy nad czymś głosować dlatego, że się nad tym głosuje? Czy też głosuje się nad tym, ponieważ należy w ogóle głosować? Może zaś pytanie nie ma sensu, to znaczyłoby, iż jednak należy doszukiwać się w mnogości głosowań drugiego, a może i trzeciego dna. Gdyż, coś może mieć sens, może go nie mieć, może go trochę mieć i trochę nie mieć. Jednak nikt mi nie powie, że coś co jawnie nie ma sensu, może mieć jakiś jawny sens.

Pomimo niepotrzebnego zamieszania w moim tekście, musi istnieć organ tworzący budżet. Który dotyczy prawie wyłącznie ministerstw. Budżet tworzy parlament i może to jest problem. Może oni po prostu nie wiedzą że państwo jest pod kreską? Jednak już mniejsza o to. Budżet jest najważniejszą rzeczą w państwie. Jak do tej pory, doświadczenie pokazuje, że nie da się stworzyć racjonalnego budżetu. Czyli właściwego z jego przeznaczeniem. Więc może przerzucić obowiązek tworzenia budżetu na inny organ niż dotychczas. Byłaby to rada budżetu. Składająca się z ministra finansów, przedstawicieli obu izb parlamentu i premiera we własnej osobie. Osoby te musiały by się podpisać pod budżetem. Który, byłby i tak jeszcze zatwierdzany przez rząd i prezydenta. Jednak żadne zabezpieczenia nie zadziałają przy braku dobrej woli.

Konstytucja 23 kwietnia 1935 roku o Prezydencie

II. Prezydent Rzeczypospolitej  

Art. 11

Prezydent Rzeczypospolitej, jako czynnik nadrzędny w Państwie, harmonizuje działania naczelnych organów państwowych.

Art. 12

Prezydent Rzeczypospolitej:

a) mianuje według swego uznania Prezesa Rady Ministrów, a na jego wniosek mianuje Ministrów;

b) zwołuje i rozwiązuje Sejm i Senat;

c) zarządza otwarcie, odroczenie i zamknięcie sesji Sejmu i Senatu;

d) jest Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych;

e) reprezentuje Państwo na zewnątrz, przyjmuje przedstawicieli państw obcych i wysyła przedstawicieli Państwa Polskiego;

f) stanowi o wojnie i pokoju;

g) zawiera i ratyfikuje umowy z innymi państwami;

h) obsadza urzędy państwowe, Jemu zastrzeżone.

Art. 13

(1) Prezydent Rzeczypospolitej korzysta z uprawnień osobistych stanowiących Jego prerogatywy.

(2) Do prerogatyw tych należy:

a) wskazywanie jednego z kandydatów na Prezydenta Rzeczypospolitej i zarządzanie głosowania powszechnego;

b) wyznaczenie na czas wojny następcy Prezydenta Rzeczypospolitej;

c) mianowanie i odwoływanie Prezesa Rady Ministrów, Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego i Prezesa Najwyższej Izby Kontroli;

d) mianowanie i zwalnianie Naczelnego Wodza i Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych;

e) powoływanie sędziów Trybunału Stanu;

f) powoływanie senatorów piastujących mandat z wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej;

g) mianowanie i zwalnianie Szefa i urzędników Kancelarii Cywilnej;

h) rozwiązywanie Sejmu i Senatu przed upływem kadencji;

i) oddawanie członków Rządu pod sąd Trybunału Stanu;

j) stosowanie prawa łaski.

Art. 14

(1) Akty urzędowe Prezydenta Rzeczypospolitej wymagają do swej ważności podpisu Prezesa Rady Ministrów i właściwego Ministra.

(2) Akty urzędowe, wypływające z prerogatyw Prezydenta Rzeczypospolitej, nie wymagają kontrasygnaty.

Art. 15

(1) Prezydent Rzeczypospolitej za swe akty urzędowe nie jest odpowiedzialny.

(2) Za czyny, niezwiązane ze sprawowaniem urzędu, Prezydent Rzeczypospolitej nie może być pociągnięty do odpowiedzialności w okresie urzędowania.

Art. 16

(1) Wybór Prezydenta Rzeczypospolitej odbywa się w sposób następujący:

(2) Kandydata na Prezydenta Rzeczypospolitej wybiera Zgromadzenie Elektorów.

(3) Ustępującemu Prezydentowi Rzeczypospolitej służy prawo wskazania innego kandydata.

(4) Jeżeli ustępujący Prezydent Rzeczypospolitej z tego uprawnienia skorzysta, wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej dokonają obywatele w głosowaniu powszechnym z pomiędzy dwóch kandydatów: Zgromadzenia Elektorów i ustępującego Prezydenta Rzeczypospolitej.

(5) Jeżeli ustępujący Prezydent Rzeczypospolitej oświadczy, że nie zamierza skorzystać z prawa wskazania kandydata albo w ciągu siedmiu dni od dokonanego przez Zgromadzenie Elektorów wyboru nie wskaże innego kandydata i nie zarządzi głosowania powszechnego, kandydat Zgromadzenia Elektorów uznany będzie za obranego na Prezydenta Rzeczypospolitej.

Art. 17

(1) Zgromadzenie Elektorów składa się z Marszałka Senatu, jako przewodniczącego, Marszałka Sejmu, jako jego zastępcy, z Prezesa Rady Ministrów, Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych oraz 75 elektorów, wybranych z pośród obywateli najgodniejszych w 2/3 przez Sejm i w 1/3 przez Senat.

(2) Mandaty elektorów wygasają z mocy samego prawa w dniu objęcia urzędu przez nowo obranego Prezydenta Rzeczypospolitej.

Art. 18

(1) Zgromadzenie Elektorów zwołuje Prezydent Rzeczypospolitej najpóźniej na piętnasty dzień przed upływem swego urzędowania.

(2) Na trzy dni przed terminem Zgromadzenia, Sejm i Senat zbiorą się każdy z osobna, na zaproszenie swych Marszałków, celem dokonania wyboru elektorów.

(3) Jeżeli Sejm i Senat są rozwiązane, a wynik wyborów do Izb Ustawodawczych w nowym składzie nie jest jeszcze ogłoszony – wyboru elektorów dokonają posłowie i senatorowie, wchodzący w skład poprzedniego Sejmu i Senatu.

Art. 19

(1) Prezydent Rzeczypospolitej składa przed objęciem urzędu przysięgę treści następującej:

„Świadom odpowiedzialności wobec Boga i historii za losy Państwa, przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu, w Trójcy Świętej Jedynemu, na urzędzie Prezydenta Rzeczypospolitej: praw zwierzchnich Państwa bronić, jego godności strzec, ustawę konstytucyjną stosować, względem wszystkich obywateli równą kierować się sprawiedliwością, zło i niebezpieczeństwo od Państwa odwracać, a troskę o jego dobro za naczelny poczytywać sobie obowiązek. Tak mi dopomóż Bóg i Święta Syna Jego Męka. Amen.”

(2) Akt złożenia przysięgi stwierdzają podpisem: nowo obrany Prezydent Rzeczypospolitej oraz osoby urzędowe, obecne przy zaprzysiężeniu.

Art. 20

(1) Okres urzędowania Prezydenta Rzeczypospolitej trwa lat siedem, licząc od dnia objęcia urzędu.

(2) Okres ten przedłuża się o czas niezbędny do ukończenia postępowania wyborczego w przypadku, gdy dla dokonania wyboru nowego Prezydenta Rzeczypospolitej będzie zarządzone głosowanie powszechne.

Art. 21

Jeżeli przed upływem siedmioletniego okresu urzędowania nastąpi zgon Prezydenta Rzeczypospolitej albo Prezydent zrzeknie się urzędu – Marszałek Senatu zwoła niezwłocznie Zgromadzenie Elektorów celem wskazania przez nie kandydata na Prezydenta Rzeczypospolitej, a w razie wskazania ze swej strony innego kandydata zarządzi głosowanie powszechne.

Art. 22

(1) Jeżeli Prezydent Rzeczypospolitej nie może trwale sprawować urzędu, Marszałek Senatu zwoła połączone Izby Ustawodawcze celem rozstrzygnięcia, czy Urząd Prezydenta Rzeczypospolitej należy uznać za opróżniony.

(2) Uchwała uznająca urząd za opróżniony, zapada większością 3/5 ustawowej liczby członków Izb Połączonych.

(3) W wypadku powzięcia powyższej uchwały, Marszałek Senatu zwoła niezwłocznie Zgromadzenie Elektorów.

Art. 23

W czasie, gdy urząd Prezydenta Rzeczypospolitej jest opróżniony, funkcje Prezydenta sprawuje zastępczo Marszałek Senatu, a gdyby Senat był rozwiązany – Marszałek rozwiązanego Senatu; korzysta on wówczas ze wszystkich uprawnień z urzędem Prezydenta Rzeczypospolitej związanych.

Art. 24

(1) W razie wojny okres urzędowania Prezydenta Rzeczypospolitej przedłuża się do upływu trzech miesięcy od zawarcia pokoju; Prezydent Rzeczypospolitej osobnym aktem, ogłoszonym w gazecie rządowej, wyznaczy wówczas swego następcę na wypadek opróżnienia się urzędu przed zawarciem pokoju.

(2) W razie objęcia przez następcę urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej, okres jego urzędowania trwa do upływu trzech miesięcy od zawarcia pokoju.

 

Czas przejść to nudniejszej części dokumentu. Części która próbuje zabezpieczyć instytucje państwa na każdą ewentualność. Dlatego omówione tu są różne warianty i czynności. Są to zarówno przypadki ekstremalne, jak i rutynowe. Niemniej, z doświadczenia wiadomo, że państwo funkcjonuje na ile starcza dobrej woli rządzących. Jeżeli rządzący nie chcą się stosować do konstytucji to nie będą. Jednak do tego problemu i próby jego rozwiązania wrócę kiedy indziej.

Truj podział władzy według konstytucji 23 kwietnia, nie jest symetryczny i ciąży w kierunku prezydenta. Nadając mu szereg uprawnień osobistych. Z czego, do najważniejszych należą: rozwiązywanie sejmu i senatu, oddawanie członków rządu przed trybunał stanu, wskazywanie kandydata na prezydenta w następnych wyborach, prawo łaski. Brakuje natomiast, obecnie oczywistego, prawa do wybierania sobie zastępcy na wypadek śmierci lub nie możności sprawowania urzędu. Myślę, że istnienie wiceprezydenta skutecznie uniemożliwia realizacje części spisków przeciw życiu głowy państwa. Gdyż co może dać śmierć prezydenta, jeśli istnieje jego zaufany zastępca, oraz zastępca tego zastępcy.

W taki właśnie sposób powinien funkcjonować urząd prezydenta. Broń boże na zasadzie, my wam wicepremiera wy nam wiceprezydenta. Bo to rosyjska ruleta, a nie poważna polityka. W takim wypadku prezydent i premier muszą dbać o zdrowie, gdyż w razie czego władze bezpodstawnie przejmuje konkurent. Więc nawet, dochodzę do momentu w którym gotów jestem przyznać, iż istnienie urzędów wiceprezydenta i wicepremiera jest wielkim błędem. Który umożliwia różne gierki, dając w zamian poczucie bezpieczeństwa od terrorystów, skrytobójców i katastrof lotniczych. Znając zamiłowanie naszych polityków do układzików – tworzonych w słusznych lub nie słusznych intencjach – może warto powrócić do przedwojennego rozwiązania. Które jest w stanie nieco wyprostować sytuacje w rządzie.

Jeszcze jedną sprawą jest umieszczenie we konstytucji nie krótkiej i wzniosłej przysięgi prezydencki. Jaki człowiek przysięgał by dziś: „zło i niebezpieczeństwo od Państwa odwracać” albo „ustawę konstytucyjną stosować”. Jest to wspaniała przysięga. Którą warto przywrócić, ze względu na jej pozytywny wydźwięk i historyczne pochodzenie. W dalszej, nie zacytowanej części konstytucji 1935 istnieje zapis, iż nie złożenie przysięgi, lub złożenie jej ze zastrzeżeniami powoduje unieważnienie mandatu do sprawowania urzędu. To jest świetny pomysł !

Problemem byłoby, przytrafienie się takiego prezydenta który z uwagi na swoją religię, lub przekonania nie może złożyć przysięgi na boga. Lecz, trzeba pamiętać, iż w USA Arnold Schwarzenegger nie mógł kandydować na prezydenta, gdyż nie urodził się na terytorium tamtego państwa. I jakoś nikt nie ma wielkich pretensji do amerykanów o posiadanie takiego zapisu. Za to, bulwersującą  sprawą jest nie udowodnione miejsce urodzenia obecnego prezydenta Baraka Obamy.  Nie wiadomo czy urodził się w Afryce, czy na Hawajach. Chociaż powinno się dać to łatwo sprawdzić, to pozostaje to wbrew prawu nie sprawdzone. Jest to bardzo groźny precedens relatywnego stosowania prawa. Wiadomo zaś, iż ryba psuje się od głowy.

Jeszcze jedną ciekawostką zawartą we cytowanej ustawie jest długi okres rządu prezydenta. Prezydent miał być wybierany co siedem lat. To długi okres czasu, być może za długi. Lecz może jest tak, iż w praktyce nie ma to dużego znaczenia. Gdyż często prezydenci wybierani są na kolejną kadencję. Zaś prezydenta we szczególnych przypadkach można odwołać. Zwykle wystarczy dysponować bezwzględną większością w zgromadzeniu narodowym.

 

 

Wstęp do polskiej konstytucji z 23 kwietnia 1935


USTAWA KONSTYTUCYJNA

Z DNIA 23 KWIETNIA 1935 ROKU

I. Rzeczpospolita Polska  

Art. 1

(1) Państwo Polskie jest wspólnym dobrem wszystkich obywateli.

(2) Wskrzeszone walką i ofiarą najlepszych swoich synów ma być przekazywane w spadku dziejowym z pokolenia w pokolenie.

(3) Każde pokolenie obowiązane jest wysiłkiem własnym wzmóc siłę i powagę Państwa.

(4) Za spełnienie tego obowiązku odpowiada przed potomnością swoim honorem i swoim imieniem.

Art. 2

(1) Na czele Państwa stoi Prezydent Rzeczypospolitej.

(2) Na Nim spoczywa odpowiedzialność wobec Boga i historii za losy Państwa.

(3) Jego obowiązkiem naczelnym jest troska o dobro Państwa, gotowość obronną i stanowisko wśród narodów świata.

(4) W jego osobie skupia się jednolita i niepodzielna władza państwowa.

Art. 3

(1) Organami Państwa, pozostającymi pod zwierzchnictwem Prezydenta Rzeczypospolitej, są: Rząd, Sejm, Senat, Siły Zbrojne, Sądy, Kontrola Państwowa.

(2) Ich zadaniem naczelnym jest służenie Rzeczypospolitej.

Art. 4

(1) W ramach Państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa.

(2) Państwo zapewnia mu swobodny rozwój, a gdy tego dobro powszechne wymaga, nadaje mu kierunek lub normuje jego warunki.

(3) Państwo powoła samorząd terytorialny i gospodarczy do udziału w wykonywaniu zadań życia zbiorowego.

Art. 5

(1) Twórczość jednostki jest dźwignią życia zbiorowego.

(2) Państwo zapewnia obywatelom możność rozwoju ich wartości osobistych oraz wolność sumienie, słowa i zrzeszeń.

(3) Granicą tych wolności jest dobro powszechne.

Art. 6

Obywatele winni są Państwu wierność oraz rzetelne spełnianie nakładanych przez nie obowiązków.

Art. 7

(1) Wartością wysiłku i zasług obywatela na rzecz dobra powszechnego mierzone będą jego uprawnienia do wpływania na sprawy publiczne.

(2) Ani pochodzenie, ani wyznanie, ani płeć, ani narodowość nie mogą być powodem ograniczenia tych uprawnień.

Art. 8

(1) Praca jest podstawą rozwoju i potęgi Rzeczypospolitej.

(2) Państwo roztacza opiekę na d pracą i sprawuje nadzór nad jej warunkami.

Art. 9

Państwo dąży do zespolenia wszystkich obywateli w harmonijnym współdziałaniu na rzecz dobra powszechnego.

Art. 10

(1) Żadne działanie nie może stanąć w sprzeczności z celami Państwa, wyrażonymi w jego prawach.

(2) W razie oporu Państwo stosuje środki przymusu.

Konstytucja 23 kwietnia jest bardzo ciekawa dla osób zainteresowanych historią. Głównie drugiej wojny światowej. Ciekawych, i miejsca i kształtu Polski bezpośrednio przed wybuchem wojny.

Moim zdaniem każda ustawa zasadnicza (oprócz amerykańskiej) składa się z dwóch części. Tej buńczucznej i tej nudnej. Wkleiłem tę mniej nudną. W zasadzie, chciałbym zrobić jakąś mini ankietę, na temat który punkt jest najfajniejszy. Ale chyba tylko mnie interesuje ten kawałek papieru.

Jak dla mnie, najciekawszą częścią jest Artykuł pierwszy w całości. Bo jest odbiciem celów, które stanęły przed rządami drugiej RP. Jeżeli, na chwilę zapominam o obrazie serwowanym przez media. To odnoszę wrażenie, że Polska była Izraelem Północy. Taka relatywnie silna, ambitna, otoczona przez wrogów, wygrywająca pomimo przewagi bolszewików. Oraz nie ustępująca żądaniom sąsiadów. Nawet gdy jest to ryzykowanie katastrofą.

Są osoby, które twierdzą, że należało w 39 albo prędzej, zgodzić się na korytarz i uderzyć razem z Niemcami na Rosję. To takie przekłamanie powstałe na obecnej fali przebaczenia Niemcom i obrażenia się na Rosję. Równie dobrze można by oczekiwać od Izraela, że razem ze którymkolwiek sąsiadem uderzy na innego sąsiada. Teoretycznie możliwe. Teoretycznie możliwe jest bardzo wiele. Ale, jakby na złość przytrafiają się tylko niektóre rzeczy. Być może, niektórych myli fakt, że kraje to coś zupełnie innego niż flagi na mapie. Lecz, czym naprawdę są kraje pozostawię w należytym spokoju, a przejdę do innej rzeczy.

Konstytucja 23 kwietnia niezwykle mocno podkreśla ważność państwowości. Mowa o Powadze państwa, służeniu rzeczpospolitej, że w oparciu o państwo kształtuje się życie społeczne – i ostatecznie mowa, iż w razie oporu państwo stosuje środki przymusu. Była to więc specyficzna tyrania. Zupełnie jawna. Czyli uczciwa.

Chociaż uważam taki ustrój za nie najgorszy. To ta cała przytłaczająca przewaga nad człowiekiem. Celów państwa, nad celami jego obywateli. Potrafię tę przewagę zrozumieć, z powodu kontekstu historycznego. Rozumiem, iż długo czekano na własne państwo. Ciągle imaginowano sobie świetność państwa polskiego. Skoro zaś miało być tak wspaniałe, to dlaczego nie miało by być tak ważne. Ważniejsze od ludzi. Był jeszcze jeden powód. Polacy pod zaborami przyzwyczaili się do ostrego traktowania ich przez państwo. I przenieśli te przyzwyczajenia na własny twór. Co trwa do dzisiaj!!! W praktyce od ponad dwóch wieków polacy żyją pod zaborem. Który obecnie sami sobie tworzą.

Do tej pory, trudno sobie wyobrazić nasz świat bez koncesji na produkcje i sprzedaż alkoholu – a jest to jakiś przejaw tyranii. Tak samo jak pozwolenia budowlane, na które czeka się ponad 300 dni. Do tego smarowanie, dokładnie tak samo jak pod obcym zaborem. Nie wolno nawet ściąć dorosłego drzewa stojącego na prywatnej ziemi. Do tego rada radiofonii i telewizji jest tak oczywistą instytucją, iż polacy wpisali ją do własnej konstytucji. To tak jakby Niemcy po zjednoczeniu podwyższyli mur berliński. Zaś podatki i całe prawo podatkowe działają, jakby faktycznie chciano zdławić polską przedsiębiorczość. Opodatkowane są nawet małe firmy, a nawet jedno osobowe. Aby nie powstawały polskie przedsięwzięcia. Dokładnie tak jak chciałby tego okupant.

200 lat okupacji. Kiedy to się skończy !!!

Ostatnia kwestia którą tej nocy poruszę. Konstytucja 23 kwietnia 1935 roku posiada paragraf 22. Jest nim dobro powszechne. Na którego granicach rozrysowują się granice praw i przymusów które ustanawia konstytucja w stosunku do obywateli. To jest złe podejście. Konstytucja powinna jednoznacznie mówić: Każdy człowiek jest wolny od urodzenia. Chyba, że sam sobie wolność odbierze przez złamanie prawa. Które powinno być możliwie najbardziej jednoznaczne. Przez formalne odebranie wolności, ustawa 1935 jest bardzo daleka od ideału. Nie powinno się brać wzoru z dokumentu, na którym słowo ‚państwo’ pisano z dużej litery, a słowo ‚naród’ z małej. Nie w dzisiejszych czasach.

Wojsko idzie na wojnę z chamskimi wpisami w internecie

Sierżant Jacek Żebryk ściga internautów, którzy na forach internetowych nazywają polskich żołnierzy na misjach wojskowych „bandytami”. Prokuratura i policja już zaczęły szukać autorów tych wpisów. A MON zapowiada, że będzie zawiadamiał śledczych o wszystkich wpisach w internecie.

http://wiadomosci.gazeta.pl

To już przechodzi ludzkie pojęcie. Ścigać to powinni za tak chamską propagandę jak nazywanie okupacji misją stabilizacyjną. Dalej czytamy, że prokuratora nie może ścigać internautów. Jest to przykład majstersztyku manipulacji. Gdyż faktycznie internautów nie może ścigać prokuratura. Z tym, że nie dodano, iż może to robić policja. Która posiada odpowiednie środki i jednostki ścigania. Jakoś nie potrafię uwierzyć, iż tan artykuł przez przypadek wprowadza w błąd. (Co tak czy inaczej świadczy on o autorze.) Gdyż jest to z pewnością element większej układanki, która ma na celu spowodować żeby ludziki ucieszyły się z inwigilacji.

Mimo to, współczuję Panu Żebrykowi, że nie potrafi się pogodzić z opiniami innych osób. Oraz, niewiedzy co do tego, że stał się narzędziem w rękach propagandy. Tak w ogóle, to wypowiedzi typu „każdy okupant powinien tak skończyć” (o zabitym polskim żołnierzu) nie dotyczą go personalnie. Tylko mają uświadomić jaką rolę odgrywa wojsko polskie na bliskim wschodzie. Oczywiście, prawnie nie da się tego ani rozgraniczyć, ani udowodnić. Ale zawsze można to po prostu zrozumieć.

Odnotowując na marginesie: Wszystko wskazuje na to, że najdalej w przyszłym roku internet będzie już pod kontrolą rządu. Aby nie było niedomówień: polski internet i kontrolą polskiego rządu. Gdyby osoby piszące propagandę miały sumienie, to miało by sens wytargać z archiwów ich artykuły o cenzurze Chińskiego internetu. Aby rzucić im tamtą treść w twarz. Niestety, nie ma to sensu. Zaś stosowane metody małych kroków i przeróżnych manipulacji jest przerażająco skuteczne.

Konkurs na Cenzure

Długi cytat:

Działając w imieniu Stowarzyszenia Blogmedia24.pl z siedzibą w Olsztynie, na podstawie art. 2 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej z dnia 6 września 2001 r. (Dz. U. Nr 112, poz. 1198), wnoszę o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej projektu „Autonomiczne narzędzia wspomagające zwalczanie przestępczości”. Projekt ten stanowi jeden z projektów w ramach konkursu 1/2011 ogłoszonego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju i jak wynika z regulaminu ww. konkursu, został zgłoszony przez MSWiA i ABW.

Zgodnie z opisem zawartym w ww. regulaminie konkursu, „w ramach projektu opracowane mają zostać narzędzia, które w znaczący sposób poprawią możliwości organów ścigania w zakresie zwalczania i przeciwdziałania zdarzeniom kryminalnym z wykorzystaniem sieci i systemów komputerowych”.

Wśród tych narzędzi wymienione są m. in.:
– „narzędzia umożliwiające niejawne i zdalne uzyskiwanie dostępu do zapisu na informatycznym nośniku danych, treści przekazów nadawanych i odbieranych oraz ich utrwalanie”;
– „narzędzia do dynamicznego blokowania treści niezgodnych z obowiązujących prawem, publikowanych w sieciach teleinformatycznych”.

http://blogmedia24.pl/node/51443 

 

Oto cenzura staje się faktem. W zasadzie nie tylko cenzura, ale inwigilacja również. W zasadzie, głównie inwigilacja. Czyli wchodzenie na twardy dysk komputera, kradnięcie haseł, pozbawianie prywatności itp.

Gdyby wewnętrzne „bezpieczeństwo” kraju, rozwijało się w tym kierunku w innych okolicznościach. Mógłbym mieć wątpliwości. Jednak, to jest precyzyjnie powielony scenariusz z poprzedniego ustroju. Tylko we drastycznie przyśpieszonym tempie. Tak szybkim, z powodu ogromnych możliwości współczesnej techniki i przewidywanego niezadowolenia społecznego. Po prostu myślę, że powstałe narzędzia posłużą nie do łapania przestępców, tylko do gnojenia ludzi. Nie istnieje przykład przestępstwa, którego nie dałoby się ścigać przy pomocy już istniejących mechanizmów. Poza tym, internet sam się oczyszcza, przez działania poszczególnych internatów. Oraz przez mechanizmy rynkowe. Zaś cyber ataki powstrzymuje prawie wyłącznie oprogramowanie komercyjne. Od którego zawsze będzie zależeć bezpieczeństwo, a nie od „dostępu do zapisu na informatycznym nośniku”.

Jednak to nie wszystko:

Temat: Dostosowanie nowych narzędzi biologii molekularnej do identyfikacji sprawców przestępstw
Obszar
bezpieczeństwa
Technika Kryminalistyczna
Cel główny Dostosowanie nowych narzędzi biologii molekularnej do identyfikacji sprawców przestępstw
 Cele szczegółowe  
zwiększenie skuteczności wymiany danych genetycznych pomiędzy Polską a krajami Unii Europejskiej,

stworzenie baz populacyjnych profili genetycznych w oparciu o nowe, rekomendowane przez Radę Unii Europejskiej zestawy do
identyfikacji osobniczej,

pracowanie, walidacja i wdrożenie procedur i metod badań genetycznych zapewniających większy stopień indywidualizacji materiału
dowodowego.

Komentarz nie jest potrzebny. A może jednak krótki: Wolności nie będzie!



Po wyborach

Zarzekłem się ostatnio, że napiszę o czymś, o czym nie napisałem przed głosowaniem. Więc do rzeczy. Chciałem napisać, że nie warto głosować na Palikota. Gdyż mam wrażenie, że jest to taki sam populista jak każdy inny.

Niektórzy zachwycają się jego sprawnością i sukcesem wyborczym. Sukcesem, który mnie zaskoczył. Tak samo jak zaskoczył mnie wynik pjn. Myślałem, że po wielkim szumie medialnym związanym z powstaniem pjn-u, będą mieli gdzieś pomiędzy 4 a nawet 8%. Okazało się, że ludzie nie są aż tak naiwni jak myślałem. Zaś wiara we głupotę wyborców została przeze mnie wyciągnięta ze wywodów Korwina-Mike. Których pełno jest w internecie. To nie przypadek i głupota decydują o poparciu wyborców. Poparcie rządzi się jakimiś własnymi, często enigmatycznymi prawami.

Niemniej dominuje ciągle głosowanie przeciw, zamiast głosowania „na”. Chyba każdy się ze mną zgodzi, że to akurat jest złe. Bo utrzymuje platformę przy życiu. Która już zawiodła oczekiwania wyborców. Powinna się już była zwinąć się w rulonik, i lotem pikowym wylądować na 10%. Jako kluczowy koalicjant Pana Palikota. Moim zdaniem, wszystko co powyżej 10% jest głosowaniem przeciw pisowi. Zresztą chyba niepotrzebnym, bo nie wiem z kim miałby wchodzić w koalicje. Moim, zdaniem doszłoby wtedy do sytuacji, w której pis wygrałby wybory, ale by nie rządził. Czyli przegrałby. Ale to tylko takie political-fiction.

Wynik partii Korwina-Mike był do przewidzenia. Jednak, sam łudziłem się na wynik w dolnej okolicy progu wyborczego. Który miałby być ponownie zawdzięczany szumowi medialnemu. I tak jak, w przypadku pjn-u pomyliłem się. Tak czy inaczej, szanse na przebicie progu wyborczego były niewielkie. Wynik ten przesądza koniec kolejnego (najmniej skutecznego) wcielenia partii konserwatywno-liberalnej. Co bardzo mnie smuci, gdyż jeszcze pół roku temu istniał potencjał umożliwiający wejście tego ruchu do polityki. Niestety został skutecznie wytracony, za pomocą dziesiątek niewybaczalnych błędów. (Byłyby wybaczalne, gdyby pomimo nich osiągnięto sukces.)

Niektórzy twierdzą, że błędy nie były przypadkowe. Myślę, że to może być prawda. Dobitnie pokazuje to przykład kilkukrotnego zmieniania nazwy partii. Był to tak skuteczny zabieg, iż sam nie wiem jak nazywa się partia o której piszę. W pewnym momencie, po prostu się poddałem. W końcu, dbanie o tak fundamentalne rzeczy nie należy do mnie, tylko do ichniego kierownictwa. To dlaczego mam się wysilać na zapamiętanie trzeciej i czwartej nazwy. Pomnóżcie mnie razy sto tysięcy, to przekonacie się jak łatwo przegrywa się wybory. Wystarczy tylko chcieć.

Zastanawiam się, czy będę żałował tego, że nie głosowałem na Palikota. W takim sensie, iż nie poparłem kogoś kto faktycznie będzie chciał i potrafił naprawić państwo. Jednak, jak na razie nic nie zapowiada, że miałbym czegoś żałować. Uważam partie Palikota za „PO++” albo „PO 2.0”. Partia nowoczesna, a PO też było nowoczesne. (w zamierzeniach)  Sam zaś Palikot był Jokerem w naręczu kart PO.  Nowa partia wyrosła z żebra PO, jest już niepotrzebną szalupą ratunkową. Która, co prawda radzi sobie nieźle. Ale w jakim kierunku płynie? Czy w ogóle zerwano hol z macierzystego okrętu?

To wszystko okaże się w przyszłości. Właśnie! Najgorsze jest to, że pewnie szef stosunkowo nowej partii będzie powstrzymywał się od udziału w polityce. Tym samym wskazując na siebie, jako osobę nie wchodzącą w afery, stabilną i dążącą do zgody. Inaczej mówiąc, będzie uderzać we nutę ze sukcesami wykorzystywaną przez obecnego prezydenta- Komorowskiego. Zaś prawdziwe oblicze będzie można poznać dopiero gdy Palikot wykona prawdziwe ruchy. Może to nastąpić już, a może nigdy.Poza tym, nie wydaje mi się, aby Palikot chciał naprawić gospodarkę, albo zredukować administracje, albo zmniejszyć podatki(Na to akurat już za późno.)

Teraz zmienię temat. Wszyscy wiedzą, że będzie kryzys. Nawet we wyborczej o tym czytałem – czyli nawet tam jakoś przebiła się ta informacja. Więc dlaczego do jasnej cholery, nikt nie wprowadzi reform naprawiających chorą sytuację. To znaczy, wiem dlaczego:  dlatego, że nie chcą niczego naprawiać!! Nawet by im przez myśl nie przeszło!! *********** – tu siarczyście obraziłem wszystkich *********. Od dzisiaj będę *********** wszystkich siarczyście przy użyciu gwiazdek. Można sobie podstawić wulgaryzm w zależności od stopnia świadomości problemu i wrażliwości osobistej.

Jutro wybory – a niedługo następne

W niedziele będzie głosowanie.

Nie bardzo chcę złamać prawo przez złamanie ciszy wyborczej. Więc lepiej nie będę pisać o startujących w wyborach.

I co najdziwniejsze, nic na tym nie tracę. Gdyż, wynik wyborów jest… no może nawet i ważny. Ale tym razem w bardziej patologiczny sposób, niż zwykle.

Z jednej strony, rzucanie gorącym ziemniakiem. Czyli wygrany zgarnia kryzys gospodarczy. Z tej samej strony, wygrany zgarnia niezadowolenie społeczne. Z tej samej strony, nikt kto wygra (cudów nie przewiduję) nie będzie miał do zaproponowania programu naprawy gospodarki. Z tej samej strony, ten kto wygra długo nie pogra. I w zasadzie drugiej strony nie ma. Tu jest tylko jedna strona. Stricte negatywna. I to nie negatywna w samym odczuciu, tylko negatywna według przewidywań wielu osób. Jak wierzę, lepiej poinformowanych ode mnie.

Pytanie czy głosować? Czy w ogóle ma to jeszcze sens? Jutro wieczorem może polecę nazwiskami. Nawet bez wdawania się we wyborcze szczegóły jest dziwnie. Musiałbym wytłumaczyć pewną rzecz, której nie mogę wytłumaczyć, a wytłumaczyć będę ją mógł jutro wieczorem. Tak sobie myślę, że mogę opisać to czego nie mogę napisać.

Opisowo wygląda to tak, iż rzadko która prawda nie boli. Zaś ta dla niektórych mogła by być bolesna, jeżeliby ją przyswoili (trudny wyraz, chyba pierwszy raz używam). Czego nie zrobią, gdyż psychologia nakazuje odpychać poczucie winy, albo nawet powiem poczucie pewnej niekompetencji w podejmowaniu decyzji. Przy czym mam na myśli wyborców, a nie wybieranych. Po raz kolejny, to co piszę jest infantylne. Ale co zrobić, najważniejsze rzeczy to te najprostsze.

Stosuję się do ciszy wyborczej, gdyż jest dobrym czasem na zatrzymanie się w miejscu i spojrzenie dokoła. Na przeszłość, przyszłość, teraźniejszość. Na rzeczy dobre, rzeczy złe. Na wiele rzeczy. Tak patrząc, na wszystko razem, nie jak co dzień na wszystko z osobna. Dochodzę do wniosku, że będzie szybka powtórka wyborów. Może jeszcze w tym roku. W zasadzie obstawiam, że wybory najpóźniej w lutym. Tak to jest rzecz którą zapowiadam, kolejne wybory najpóźniej w lutym 2012. I chyba nie ma rzeczy która mogłaby to powstrzymać. (Odpukać przemarsz wojska i plagi egipskie)

Jestem nastawiony bardzo negatywnie w stosunku do najbliższych miesięcy.  Gdyż ma nadejść kryzys gospodarczy, do którego nie jestem przygotowany. Nie mam schronu, ara ziemniaków, ani agregata prądotwórczego. Więc, nawet jeżeli nie będą to sceny z Mad Maxa, to będę kryzysować jak na szpilkach. A może kryzysować jak nakręcony, aby mieć ziemniaki nie mając ara ziemniaków. Podobno kryzys jest rajem obiecanym przez populistów, gdyż w nim nareszcie wszyscy mają pracę. Bardzo dużo pracy. Gorzej z innymi przejawami dobrobytu, jak ziemniaki. Więc, szpilki czuję pod siedzeniem.

Ciągle się zastanawiam, iść – nie iść. Głosować, nie głosować.

Chyba pójdę. Tylko nie wiem jak się ubrać. 😛

Natomiast wam drodzy nieliczni, przypadkowi, znużeni czytelnicy radzę się zastanowić na kogo będziecie głosować w kolejnych wyborach. Bo tamte będą ważniejsze od tych. (A w tych zagłosujecie źle : P  I to już raczej nie ma znaczenia, przynajmniej ja jakoś tego nie widzę. ) I tu była reszta świetnego akapitu, ale musiałem skasować.

Więc muszę kontynuować ten obnażający moje kompleksy wywód, bez fajnych posumowań politycznych. Tamte następne wybory mają szansę, (ale tylko szansę) o czymś zadecydować. Gdyż, polityka ekonomiczna państwa wymaga radykalnego zwrotu. Trzeba ją zburzyć i zbudować od podstaw. I będzie to możliwe, dopiero przy tamtych następnych wyborach. Będą to pierwsze wybory, od dawna. W których wybierane będą idee, a nie partie. Być może jest tylko moje pobożne życzenie. Lecz co innego zostało, jak nie wierzyć iż zło jest początkiem dobrego. I powiem wam coś jeszcze. Pewne rzeczy przestają być tylko życzeniami, wtedy gdy człowiek przestaje się wstydzić swoich pragnień. Dlatego, dla celów auto-edukacyjnych, zamierzam spisać sobie własną konstytucje. I publikować ją na blogu. Czytałem już parę konstytucji innych ludzi. Jedną w 100% anarchistyczną. Nawet zabawna była i nierealna. Inne bardzo krótkie na wzór amerykański.  Teraz czytam konstytucje z 23 kwietnia 1935r. Jest tam co komentować. Fragmenty dają do myślenia.

 

 

Znalazłem żyłę złota

Właśnie przed chwilą, słuchając wywodów różnicujących książki ekonomiczne. Szukałem darmowego tłumaczenia jednej z nich. I nagle, ni z tond, ni z owond odnalazłem źródło tłumaczeń ciekawych artykułów.
http://mises.pl/teksty/tlumaczenia/
Wygląda nie ciekawie, ale wystarczy się trochę zagłębić:
http://mises.pl/teksty/tlumaczenia/page/4/
Aby zobaczyć artykuły: Chamberlain: „Krótka historia bankructw USA”, „Murphy: Anarchia w Somalii”, „Chodorov: Psychologia klasy politycznej”. Nie wiem od czego zacząć. Nie wiem co czeka jeszcze głębiej. Szykuje mi się dłuższe przyklejenie do ekranu.

Poza tym, właśnie słucham kontestacji. Strzelają tytułami książek, co chwile wynajdują nowy tytuł od którego koniecznie trzeba zacząć. A tych startowych tytułów jest ze parędziesiąt. Zakładając, że mówcy sami przyznają, iż każde tego typu dzieło czyta się po kilka stron dziennie, to całość czyta się dziesięciolecia. Raczej nie zachwyca perspektywa przeznaczania tylu lat na poznanie podstaw ekonomii. (Ciekawe jakich ‚ekonomistów’ wydają paroletnie studia dzienne? Skoro podawane książki nawet nie znajdują się w ich programie. Tak chyba jest w każdej dziedzinie, może poza informatyką i mam nadzieję medycyną.)